You are here

Turystyka rowerowa

Obserwuj Znajkraj na Facebooku i Instagramie!

Nasi Partnerzy

Rowery turystyczne
Bird.pl. Wędrowne wczasy rowerowe
Wędrowne wczasy rowerowe
Velo Dunajec - most rowerowy na Popradzie
Velo Dunajec - most rowerowy na Popradzie

Pierwsze kilometry na Szlaku wokół Tatr

I choć tekst ten ma opowiadać o Velo Dunajec, nie mogę nie wspomnieć o możliwościach, jakie dają wciąż powstające odcinki łącznikowe Szlaku wokół Tatr. Jednym z nich - przepięknym widokowo zjazdem z Gubałówki - można udanie zastąpić pierwszy odcinek Velo Dunajec poprowadzony wzdłuż Zakopianki. Wjazd na Gubałówkę popularną koleją linowo-terenową na pewno oszczędzi sił niejednemu rowerzyście, a do jednego wagonika zmieści się przynajmniej kilka rowerów. Niestety, biletu na rower nie można kupić w internetowym systemie sprzedaży, chętnych czeka więc nieuchronna wizyta w kasie. Na szczęście osobna bramka dla rowerzystów oznacza brak konieczności oczekiwania w długiej kolejce na wjazd.

Kolej linowo-terenowa na Gubałówkę
Kolej linowo-terenowa na Gubałówkę

Droga pod Reglami idealna na biegówki

Nasz poprzedni pobyt w Zakopanem, związany z pierwszą jazdą po Velo Dunajec, urozmaiciliśmy sobie wizytą w oryginalnej galerii Władysława Hasiora. Tym razem postanowiłem przejechać popularną Drogę pod Reglami, traktując to jako rozgrzewkę przed wyprawą wzdłuż Dunajca. Niestety - warunki na popularnym trakcie spacerowym sprawiają, że nie będę Was zachęcał do pojechania w moje ślady. Sporo kamienistych odcinków i bardzo duży ruch pieszych jeszcze przed południem sprawia, że trudno Drogę pod Reglami nazwać atrakcją dla rowerzystów. I nie ma w tym czyjegoś zaniedbania – chyba nigdy nie planowano w tym miejscu turystycznej trasy rowerowej. Pomyślałem za to, jak przepiękna byłaby to trasa dla narciarzy biegowych, gdyby tylko doczekała się regularnego uprawiania przez miasto Zakopane.

Droga pod Reglami koło Zakopanego
Droga pod Reglami koło Zakopanego

Willa Koliba już po remoncie

Kierując się w stronę Gubałówki dostrzegłem, że zakończył się już remont w willi Koliba, który trwał przynajmniej od dwóch lat. To wyjątkowo cenny, bo pierwszy obiekt jaki został zbudowany w stylu zakopiańskim. Projektantem był Stanisław Witkiewicz, a Koliba zaczęła powstawać już w 1892 roku. Dziś mieści się tu Muzeum Stylu Zakopiańskiego, a sam budynek jest jednym z najpiękniejszych na szlaku stylu zakopiańskiego, gromadzącym ponad 40 zabytkowych obiektów tego typu w Zakopanem i okolicach. Zaledwie kilkaset metrów dalej położony jest Cmentarz Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku, kolejne z tych obowiązkowych miejsc do zobaczenia w Zakopanem.

Willa Koliba w Zakopanem
Willa Koliba w Zakopanem

Z Gubałówki widać Babią Górę

Z Gubałówki, poza naprawdę krótkimi przerywnikami, najbliższe około 170 kilometrów jest już "z górki". Takie są uroki podróżowania nadrzecznymi szlakami rowerowymi, ktora buduje ich popularność na świecie - w Niemczech (Men, Łaba i Hawela, Odra-Nysa), we Włoszech (Adyga) czy nawet w... Korei Południowej. Najwięcej zjazdów jest przeważnie w górnym biegu rzeki, czyli przeważnie w początkowej części trasy - później rzeka płynie spokojniej, trasa wypłaszcza się, a w pedałowanie należy włożyć więcej wysiłku. Zjeżdżając z Gubałówki trudno nie zwrócić uwagi na dominującą w oddali w krajobrazie Babią Górę, a na końcu zjazdu warto pamiętać o urzekającym Chochołowie, leżącym zaledwie półtora kilometra od trasy którą prowadzi ten wariant Szlaku wokół Tatr, który wykorzystałem podczas mojej wycieczki.

Na Szlaku wokoł Tatr koło Gubałówki
Na Szlaku wokoł Tatr koło Gubałówki

Poszukaj sów z Nowego Targu

Przejechana przeze mnie trasa wykorzystuje przed Nowym Targiem główny przebieg Szlaku wokół Tatr. Jadąc przez las między Ludźmierzem a Nowym Targiem warto zwrócić uwagę na właściwy skręt, by przejechać przez Nowy Targ możliwie spokojnym wariantem i szybko znaleźć się znowu na drodze rowerowej nad Dunajcem, biegnącej w stronę Parku Miejskiego imienia Adama Mickiewicza w Nowym Targu. O nowotarskim parku stało się głośno z powodu sów, które miały szczególnie upodobać sobie to miejsce. Jednak jeśli nie uda Wam się ich dostrzec w Parku Miejskim, warto zajrzeć do rezerwatu Bór na Czerwonem, gdzie w zeszłym roku powstał około 4-kilometrowy Uszaty Szlak Turystyczny, pokrywający się ze Szlakiem wokół Tatr, biegnącym tamtędy w kierunku Dursztyna i dalej na Słowację. Według sympatycznej pani z informacji turystycznej w Nowym Targu tam o spotkanie z sowami ma być łatwiej.

Odcinek grzbietowy Szlaku wokół Tatr
Odcinek grzbietowy Szlaku wokół Tatr

Nowy Targ najlepszy na bazę wypadową

Podczas kilku moich ostatnich wizyt na Podhalu, związanych z jazdą po szlaku wokół Tatr, Velo Dunajec czy Velo Czorsztyn, zawsze zatrzymywałem się w Nowym Targu. Traktowaniu tego miasta jako bazy wypadowej na szlaki rowerowe Podhala sprzyja położenie na skrzyżowaniu szlaków rowerowych sieci Velo Małopolska i w pobliżu aż trzech pasm górskich - Tatr, Gorców i Pienin. Gdy kursują pociągi pomiędzy Zakopanem a Nowym Targiem (czasem linia bywa remontowana), a Wy mimo wszystko przyjechaliście na Podhale samochodem, warto pozostawić go właśnie w Nowym Targu, a do Zakopanego sprawnie dostać się Podhalańską Koleją Regionalną. Jeśli planujecie dłuższą trasę po Velo Dunajec, po pozostawione auto również łatwiej i szybciej będzie wrócić z Krościenka lub Nowego Sącza do Nowego Targu, niż do Zakopanego.

Szlak wokół Tatr koło Nowego Targu
Szlak wokół Tatr koło Nowego Targu

Jeden z najatrakcyjniejszych fragmentów trasy

Odcinek szlaku Velo Dunajec z Nowego Targu nad Jezioro Czorsztyńskie to jeden z pierwszych wybudowanych fragmentów pięknej trasy. Poza uzupełnieniem jego początku i końca o nowe drogi rowerowe prawie nic nie zmieniło się tutaj w ciągu ostatnich dwóch lat. Jednak poprowadzenie trasy tuż nad brzegiem Dunajca w okolicach Nowego Targu i dwa efektowne odcinki koło Łopusznej i Harklowej sprawiają, że to nadal na pewno jeden z najatrakcyjniejszych fragmentów całego małopolskiego szlaku.

Droga rowerowa Velo Dunajec koło Harklowej
Droga rowerowa Velo Dunajec koło Harklowej

Piękna scena pod dworem w Łopusznej

Zachęcam bardzo, by na trasie nie przegapić Łopusznej. Są tu przynajmniej cztery warte uwagi miejsca. Na miejscowym cmentarzu spoczywa ks. Józef Tischner, którego odwiedziliśmy podczas pierwszej jazdy po Velo Dunajec. Wcześniej, bliżej Dunajca, znajduje się drewniany Kościół Świętej Trójcy i św. Antoniego Opata z XV wieku. Niedaleko niego stoi dwór Tetmajerów, urzekający formą i panującą podczas mojej wizyty sielską atmosferą, gdy w zamkniętym obejściu przed dworem pasły się beztrosko konie. Obecnie dwór jest oddziałem Muzeum Tatrzańskiego, poświęconym rodzinie Tetmajerów i tradycji podhalańskiej.

Piękna scena pod dworem w Łopusznej
Piękna scena pod dworem w Łopusznej

Tatar z pstrąga w Łopusznej

Ci, którzy podczas rowerowych podróży nie gardzą poszukiwaniem lokalnych smaków, powinni odwiedzić restauracje w pensjonacie Pstrąg w Łopusznej. Wśród dań przygotowywanych ze świeżych ryb z własnej hodowli znajduje się również tatar z surowego mięsa pstrąga. Interesujący pochodzeniem, choć niezwalający mnie z nóg smak będzie jeszcze jednym Waszym wspomnieniem z wyprawy rowerowej po Małopolsce. Przy okazji uczulam na szybko zamykające się obiekty gastronomiczne poza weekendami i szczytem sezonu. Już o godzinie 18-stej restauracje się zamykają i później może być trudno o ciepły posiłek - gastronomia będzie zamknięta.

Tatar z pstrąga w Łopusznej
Tatar z pstrąga w Łopusznej

Namiotnik jabłoniowy nad Dunajcem

Jeśli jechaliście drogą rowerową przed Dębnem po zmroku pod koniec czerwca lub na początku lipca, to bardzo prawdopodobne jest, że wpadły Wam w oko latające w dużych liczbach motyle. To namiotnik jabłoniowy, którego charakterystyczne kokony pokrywały delikatną przedzą w środku czerwca kilkadziesiąt drzew przy trasie rowerowej za Harklową. Drzewa z pokrytymi w ten sposób gałęziami przywoływały dość upiorne skojarzenia, tym bardziej, gdy dostrzec, że wszystkie z tych skupisk wewnątrz pełne były żywych larw namotnika. Tego typu masowe fazy rozwoju zdarzają się co około 10 lat i trwają przez kolejne 2-3 sezony, tworząc raczej niespodziewaną ciekawostkę na trasie.

Namiotnik jabłoniowy w Małopolsce
Namiotnik jabłoniowy w Małopolsce

Drewniane kościoły południowej Małopolski

Tuż przed Jeziorem Czorsztyńskim, dookoła którego Velo Dunajec biegnie w kierunku Niedzicy, leży Dębno. Punktem obowiązkowym w programie krajoznawczym wyprawy jest znajdujący się tutaj kościół św. Michała Archanioła. To jeden z sześciu kościołów wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO w ramach wpisu “Drewniane kościoły południowej Małopolski”. W środku zachwyca unikalne wnętrze, o którym pisałem we wpisie dotyczącym trasy rowerowej Velo Czorsztyn. Z zewnątrz zaś kościół w Dębnie przypomina mi drewniane kościoły, jakie oglądaliśmy podczas wyprawy rowerowej w Norwegii, a także strzeliste cerkwie, jakie prowadziły nas przez Maramuresz w Rumunii.

Kościół drewniany z listy UNESCO w Dębnie
Kościół drewniany z listy UNESCO w Dębnie

Zapora i piwnice na wino we Frydmanie

Aby obejrzeć drewniany kościół w Dębnie najlepiej zatrzymać się na wale przeciwpowodziowym na wysokości widocznego po prawej stronie kościoła i zejść z rowerowej trasy po wąskich schodkach w kierunku jezdni. Po powrocie na trasę czeka na Was najpierw przejazd pod mostem na Dunajcu, potem kilkaset metrów jazdy po wale przeciwpowodziowym chroniącym Dębno przed Jeziorem Czorsztyńskim, jeszcze kolejne kilkaset metrów dwukierunkowego pasa rowerowego na szosie z Dębna do Niedzicy, a potem zaczyna się dwukilometrowy fragment szlaku poprowadzony po zaporze wodnej we Frydmanie. Przy tej okazji zawsze zachęcam, by przed lub po przejeździe zaporą zjechać do centrum wsi, gdzie na terenie jednego z prywatnych gospodarstw znajdują się oryginalne, dość dobrze zachowane piwnice, w których kiedyś składowano wino przywożone z Węgier.

Droga rowerowa po koronie zapory we Frydmanie
Droga rowerowa po koronie zapory we Frydmanie

Droga rowerowa nad Jeziorem Czorsztyńskim

A za Frydmanem… kilkaset metrów od kempingu nad Jeziorem Czorsztyńskim zaczyna się jedna z najbardziej efektownych inwestycji rowerowych na pewno w Polsce, a może także na terenie Europy. Poprowadzenie drogi rowerowej po południowym brzegu Jeziora Czorsztyńskiego wymagało dużej ilości prac budowlanych i inżynieryjnych. Zasięg prac terenowych wciąż jeszcze zdradza świeża, nieporośnięta trawą ziemia, a wiele zboczy wymagało zabezpieczenia przed osuwiskami. Dla mnie będzie to zawsze bardzo wyjątkowy przykład determinacji i odwagi, jaką wykazali się projektanci trasy rowerowej Velo Dunajec i Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, bezpośrednio realizujący całą sieć tras rowerowych Velo Małopolska. Wciąż marzy mi się, by wszystkie polskie województwa miały podobne szczęście do rowerowych wizjonerów, którzy potrafią do swojej wizji przekonać samorządowców, którzy z kolei będą wystarczająco kompetentni by podjąć się realizacji ogromnej inwestycji.

Droga rowerowa Velo Dunajec nad Jeziorem Czorsztyńskim
Droga rowerowa Velo Dunajec nad Jeziorem Czorsztyńskim

Dodatkowy dzień nad Jeziorem Czorsztyńskim

Miejscowość Niedzica-Zamek jest istotnym punktem trasy nie tylko z powodu malowniczej sylwetki zamku, górującej nad wodami jeziora Czorsztyńskiego. Tutaj, lub w sąsiedniej “właściwej” Niedzicy zatrzymać można się na dwie kolejne noce w podróży wzdłuż Dunajca. Dzień między nimi można poświęcić albo na wycieczkę po biegnącym niedaleko Niedzicy fragmencie Szlaku wokół Tatr, albo na lekką wycieczkę wokół Jeziora Czorsztyńskiego, czyli tzw. Velo Czorsztyn. To właśnie między Niedzicą a Czorsztynem pływają statki wycieczkowe i gondole, które chętnie przewożą rowerzystów.

Zamek w Niedzicy, wcześniej port jachtowy
Zamek w Niedzicy, wcześniej port jachtowy

Zachód Słońca nad Dunajcem

Od zamku w Niedzicy trasa Velo Dunajec prowadzi istniejącą drogą rowerową w kierunku Pienińskiego Przełomu Dunajca. Potem następuje kolejny z odcinków dróg rowerowych w Sromowcach Wyżnych, następnie widokowy przejazd drogą publiczną przez Sromowce Średnie i szlak melduje się w Sromowcach Niżnych, pod pięknym drewnianym kościółkiem, w którym obecnie działa galeria sztuki miejscowych artystów. Podczas mojego pobytu w Małopolsce nie miałem szczęścia nie tylko do pogody, ale i do postanowień związanych z pandemią koronawirusa. Z powodu zarządzania rządu Słowacji przejście graniczne w Sromowcach Niżnych było niedostępne dla obywateli Polski i zmuszało turystów z naszego kraju do korzystania z usług pienińskich flisaków.

Zachód Słońca koło Sromowców Średnich
Zachód Słońca koło Sromowców Średnich

Flisacka tratwa lepsza niż rower

Ze względu na małą liczbę chętnych do spływu na flisacką tratwę musiałem czekać prawie trzy godziny. Ponad godzinny spływ Dunajcem przez Pieniński Przełom Dunajca ze Sromowiec Niżnych do Szczawnicy okazał się atrakcją wartą rezygnacji z przejazdu rowerem Drogą Pienińską nawet podczas otwartego przejścia granicznego. Trasa rowerowa biegnie tędy przeważnie zarośniętymi odcinkami leśnymi, uniemożliwiającymi podziwianie przepięknych walorów widokowych przełomu Dunajca, w przeciwieństwie do godzinnego rejsu flisacką tratwą, który pozwala na nieustanny kontakt z pienińskim krajobrazem. Flisacy podczas rejsu opowiadają historie i anegdoty związane z mijanymi miejscami, wśród których jest skalna ściana, której kształty układać się mają w sylwetkę ogromnego orła, a także największy wodospad na Słowacji ;-)

Spływ przez Pieniński Przełom Dunajca
Spływ przez Pieniński Przełom Dunajca

Wyremontowany Dworek Gościnny w Szczawnicy

Spływ kończy się na przystani w Szczawnicy. W normalnych latach miejsce to tętniło życiem, do brzegu co chwilę przybijały kolejne tratwy wypełnione turystami. W tym roku pandemia koronawirusa sprawiła, że przerzedziła się nawet promenada pieszo-rowerowa wzdłuż potoku Grajcarek. Ten fakt wykorzystałem, by wygodnie przejechać jej fragment w kierunku odnowionego Dworku Gościnnego, leżącego w górnej części uzdrowiska. Zaginęły wszelkie oryginalne plany dworku, więc jego odbudowę przeprowadzono na podstawie rozmiarów oszacowanych dzięki starej widokówce. Niestety, modrzewiową bryłę dworku już zeszpecono stawiając ponad jej piękno widok podawanych wewnątrz hamburgerów. Nawet jeśli tylko suchy chleb zostanie Wam w sakwie - proszę Was, byście złamanego grosza nie zostawili w tej restauracji.

Dworek Gościnny w Szczawnicy
Dworek Gościnny w Szczawnicy

Nowe drogi rowerowe do Nowego Sącza

Właśnie od Szczawnicy i oddalonego o kilka minut jazdy Krościenka prowadzą w kierunku Nowego Sącza nowe, często kilkukilometrowe drogi rowerowe lub cichutkie, wąskie asfalty, używane dotychczas wyłącznie przez miejscowych mieszkańców. W dodatku większość z nich biegnie po przeciwległej stronie rzeki niż droga wojewódzka 969 - jest więc bezpiecznie, nie ma przeciwwskazań do jazdy całą szerokością drogi, choć warto być czujnym i szybko odnotowywać obecność innych użytkowników tych dróg - zarówno mijających lub wyprzedzających nas innych rowerzystów, ale też samochody i maszyny rolnicze mieszkańców.

Droga rowerowa Velo Dunajec koło Łącka
Droga rowerowa Velo Dunajec koło Łącka

Mosty i kładki tylko dla rowerzystów

Nad małopolskim efektem “wow” pracują nie tylko drogi rowerowe Velo Dunajec, ale także budowane tu mosty. By sprawnie kilkukrotnie przeprowadzić szlak rowerowy doliną Dunajca konieczna była budowa kilku niemałych kładek, jakie dostępne są tylko dla rowerzystów i pieszych. Większość z nich łączy brzegi Dunajca, a jedna - Popradu. Największe wrażenie robi długa konstrukcja z wydłużonym najazdem z jednej ze stron w okolicy Łącka - aż trudno uwierzyć, że powstała z myślą o “tylko” i jednocześnie “aż” rowerzystach. To jeszcze jedna część składowa ogólnego zachwytu nad rozmachem małopolskiej inwestycji.

Most rowerowy na Dunajcu koło Łącka
Most rowerowy na Dunajcu koło Łącka

Jabłonie, śliwy, grusze, wiśnie, porzeczki, maliny...

Łącko to nie tylko prawdopodobnie najbardziej znany tutejszy produkt, czyli słynna domowa śliwowica, ale - jak można zaobserwować z rowerowej trasy - także połacie jabłoniowych sadów i znaczący biznes sadowniczy. Sady w tym miejscu miały być obecne już w XII wieku, choć jak mówi anegdota, do wzrostu ich liczby mieli przyczynić się miejscowi księża, zadając sadzenie drzewek owocowych wiernym jako pokutę za grzech, a także jako rodzaj opłaty za przedślubne zapowiedzi. Oprócz śliw i jabłoni w okolicach Łącka spotkać można również drzewa grusz, wiśni, krzaki porzeczek, agrestu, malin, także truskawki i winogrona. Później Velo Dunajec mijać będzie jedną z tutejszych winnic, z terenu której rozpościera się widok na szeroką dolinę Dunajca.

Sady jabłkowe koło Velo Dunajec
Sady jabłkowe koło Velo Dunajec

Gotowe soki w automacie

Szybką reakcją na powstanie Velo Dunajec popisał się jeden z tutejszych sadowników, stawiając pod mieszczącą się tuż przy szlaku siedzibą firmy automat z naturalnymi sokami. Od razu przypomniała mi się nasza zeszłoroczna wyprawa po Południowym Tyrolu na północy Włoch i pojawiające się w dolinie Adygi stragany z jabłkami i sokami jabłkowymi. Tam jednak napój nalewa się z prostego zbiornika do jednorazowego kubka, a odliczoną kwotę wrzuca do stojącej skarbonki. W Małopolsce stoi nowoczesny automat vendingowy, z którego wypadają pięknie opakowane soki z Tłoczni Maurera. A może gdyby soki od Maurera sprzedawać w mniej efektownej formie, udałoby się znacząco obniżyć cenę pysznego soku oferowaną rowerzystom? Sam wybrałem dwa - już znacie moje ulubione smaki.

Naturalne soki z Tłoczni Maurera
Naturalne soki z Tłoczni Maurera

Stary Sącz miastem Świętej Kingi

Z sielanki środkowego biegu Dunajca wyrywa jedno z najstarszych miast Polski - Stary Sącz. Miasto już w latach 50-tych XX wieku zyskało status rezerwatu urbanistycznego dzięki zachowanej oryginalnej średniowiecznej zabudowie. Rowerzyści nie będą zachwyceni brukiem na głośnym starosądeckim rynku - musimy uznać, że większą radość mają z niego historycy. Wokół płyty mieszczą się niskie małomiejskie kamienice, jednak brakuje ratusza. Ten spłonął pod koniec XVIII wieku i już nigdy nie został odbudowany. A przynajmniej nie w pierwotnym miejscu - kopia ratusza ze Starego Sącza znajduje się niedaleko, w Nowym Sączu, w skansenie Miasteczko Galicyjskie, w którym stanowi najbardziej znany, charakterystyczny obiekt.

Stary Sącz miastem Świętej Kingi
Stary Sącz miastem Świętej Kingi

Ze Starym Sączem związana jest postać św. Kingi - księżnej węgierskiej, żony Bolesława Wstydliwego, który swój przydomek zawdzięcza faktowi przyjęcia dozgonnych ślubów dziewictwa przez małżonkę. Po śmierci Bolesława Wstydliwego wstąpiła do zakonu klarysek i ufundowała nowy klasztor właśnie w Starym Sączu, funkcjonujący do dzisiaj. Tu zmarła, tu spoczywają jej prochy, tu została kanonizowana w 1999 roku przez Jana Pawła II. Księżnej Kindze prawdopodobnie zawdzięczamy również rozwój górnictwa w Polsce - sprowadzeni przez nią górnicy węgierscy mieli odpowiadać za budowę kopalni w Bochni. I to z tą kopalnią związana jest znala legenda o pierścieniu Kingi, wrzuconym do szybu kopalni w Rumunii, a odnalezionym w soli z Bochni.

Stary Sącz z góry
Stary Sącz z góry

Efektowny most na Popradzie

Stary Sącz z Nowym Sączem łączy długa, prawie 10-kilometrowa droga rowerowa wybudowana na wale przeciwpowodziowym Dunajca. Jej ozdobą jest most na Popradzie, dopływie Dunajca, wpadającym do niego półtora kilometra dalej. To chyba pierwszy z odcinków, który pozwala poczuć klimat tego, co czego rowerzystę za kilkadziesiąt kilometrów, kiedy na wysokości Tarnowa wjedzie na szerokie wały przeciwpowodziowe i wśród rozległych panoram dojedzie nad Wisłę, na wybudowaną właśnie w takim standardzie małopolską Wiślaną Trasę Rowerową.

Most rowerowy na Popradzie koło Starego Sącza
Most rowerowy na Popradzie koło Starego Sącza

Enklawa Bobrowisko koło Starego Sącza

Jednak zanim to się stanie, zaraz za Nowym Sączem warto zwrócić uwagę na Bobrowisko. To niewielka enklawa przyrodnicza powstała w dawnym miejscu wydobycia kruszców. Z jednej strony biegnie Dunajec, z drugiej Poprad, a między nimi znajdują się zalane wodą wyrobiska. Prowadzi przez nie 400-metrowa ścieżka przyrodnicza poprowadzona po drewnianych pomostach przez środek cennego terenu. Na jej końcach znajdują się dwie czatownie o fantazyjnych kształtach, wyposażone w miejsca do odpoczynku, plansze edukacyjne, a nawet lunety do podglądania mieszkańców enklawy - ptaków i właśnie bobrów. Szlak Velo Dunajec przebiega tuż obok plansz oznaczających wejście na ścieżkę przyrodniczą.

Czatownia na Bobrowisku koło Starego Sącza
Czatownia na Bobrowisku koło Starego Sącza

Pierwszy raz w Nowym Sączu

Droga rowerowa Velo Dunajec przebiega zaledwie kilkadziesiąt metrów od Starego Miasta w Nowym Sączu. Wstyd się przyznać, ale mimo wielu podróży w Beskid Niski, odbywanych prawie zawsze przez Nowy Sącz, byłem tutaj pierwszy raz! A tymczasem Stare Miasto w Nowym Sączu wraz z tym w Tarnowie to najciekawsze miejsca nad Dunajcem pod względem architektoniczno-urbanistycznym. Centralne miejsce dużej płyty rynku zajmuje stosunkowo młody, niewiele ponad stuletni, eklektyczny ratusz, który na pewno wyróżnia się na tle innych polskich budowli tego typu. W połączeniu z płytą rynku, otaczającymi go kamienicami, układem ulic centrum miasta i widokiem na pobliski Dunajec to jedno z moich najlepszych wspomnień z tej małopolskiej trasy.

Nowy Sącz - centrum miasta z góry
Nowy Sącz - centrum miasta z góry

Jeśli rzadko bywacie w Małopolsce, zaplanujcie na Nowy Sącz więcej czasu. Oprócz pięknego ratusza, klimatu galicyjskiej zabudowy na rynku, niedaleko znajdują się jeszcze między innymi ruiny zamku królewskiego, bazylika św. Małgorzaty, synagoga, a także Dom Gotycki. Ciekawym i unikalnym w skali Polski miejscem jest ciekawe Miasteczko Galicyjskie - odtworzone centrum dawnego miasta z ratuszem, budynkami użyteczności publicznej, domami, działające jako oryginalny skansen. Miasteczko Galicyjskie mieści się na obrzeżach Nowego Sącza, ale oddalone jest tylko o 3,5 kilometra prostą drogą od rynku. Dla mnie było kiedyś wdzięcznym punktem startowym do kilku dni jazdy rowerem po Beskidzie Niskim.

Ulica w Nowym Sączu
Ulica w Nowym Sączu

Koniec rowerowego eldorado

Za Nowym Sączem niestety na razie kończy się rowerowe dunajeckie eldorado. Gotowa droga rowerowa prowadzi do zakładów firmy Wiśniowski, znanego producenta bram, drzwi i okien - uwaga na przejeżdżające ciężarówki! Jeśli więc stawiacie przede wszystkim na gotowe trasy rowerowe w postaci zbudowanych, odseparowanych ciągów rowerowych, Nowy Sącz będzie prawdopodobnie pięknym końcem Waszej rowerowej wędrówki. Jeśli jednak nie boicie się dróg publicznych, nadal czeka na Was kilkadziesiąt kilometrów rowerowej przygody do Tarnowa lub na sam koniec trasy, do połączenia z Wiślaną Trasą Rowerową.

Trasa Velo Dunajec koło Nowego Sącza
Trasa Velo Dunajec koło Nowego Sącza

Piękny kościółek w Zbyszycach

Tuż za Nowym Sączem trzeba pokonać nie lada podjazd, by przez Kurów i Zbyszyce przejechać planowaną trasą Velo Dunajec. Na szczęście Małopolska będzie się starać choć w części rekompensować Wam wysiłek włożony we wspięcie się na wysoki grzbiet nad Jeziorem Rożnowskim. To takie miejsca, gdzie wciąż nikt przypadkowy przejazdem nie trafia, więc tym większa satysfakcja, że to co widzimy naszymi oczami nie było udziałem wielu. W Zbyszycach trafiam na nabożeństwo we wciąż dość dobrze zachowanym, choć spalonym częściowo w 2003 roku kościele św. Bartłomieja Apostoła. Maleńka świątynia pochodzi z XV wieku i na pewno będzie jednym z ciekawszych miejsc na tym odcinku trasy.

Wnętrze kościoła w Zbyszycach
Wnętrze kościoła w Zbyszycach

Gródek, Czchów i Tropie czekają na drogi rowerowe

Na tym fragmencie trasy Velo Dunajec przecina między innymi Gródek nad Dunajcem, Czchów i Tropie - wszystkie te miejscowości mogą stać się przyjemnym miejscem do przystanku i okazją do spaceru pod ruiny zamków w Rożnowie, rzutu okiem na jeziora Rożnowskie i Czchowskie, podziwiania jednego z najstarszych kościołów w Małopolsce w Tropiu i innych interesujących miejsc, z których opisem jeszcze poczekam do ukończenia prac nad Velo Dunajec. Po przepłynięciu promem na drugi brzeg Jeziora Czchowskiego zachęcam jednak do cofnięcia się kilkaset metrów w górę rzeki - niestety wzdłuż nieprzyjemnej szosy - pod widoczny z daleka zamek Tropsztyn, którego surowa bryła widoczna jest z daleka.

Prom Tropie-Wytrzyszczka na Jeziorze Czchowskim
Prom Tropie-Wytrzyszczka na Jeziorze Czchowskim

Tropsztyn i legenda o skarbie Inków

XIII-wieczny zamek Tropsztyn związany jest z jedną z najpopularniejszych polskich legend zamkowych - legendą o skarbie Inków, jaki miała wywieźć z Peru grupa peruwiańskich arystokratów i ukryć w tych okolicach, do końca I wojny światowej należących do Węgier. Poszukiwania prowadził Andrzej Benesz, archeolog, wicemarszałek Sejmu w latach 70-tych i… pra-pra-pra-prawnuk peruwiańskiego Tupaca Amaru II. Właśnie Benesz miał odnaleźć na zamku w Niedzicy fragmenty inkaskiego pisma węzełkowego - kipu. Andrzej Benesz kupił ruiny zamku w Wytrzyszczce, ale wkrótce zmarł w wypadku samochodowym, co wielu odczytuje jako klątwę inkaskich sił chroniących skarbu Inków. Zamek można zwiedzać i przy tej zachwycać się widokiem na Jezioro Czchowskie i wpływający do niego Dunajec.

Zamek Tropsztyn nad wodami Jeziora Czchowskiego
Zamek Tropsztyn nad wodami Jeziora Czchowskiego

Dunajec płynął kilkanaście metrów niżej

Podobnie jak w przypadku zamku w Niedzicy, tak i tutaj zachęcam, by spojrzeć na dolinę Dunajca odrobinę innym okiem. Jadąc brzegami jezior Rożnowskiego i Czchowskiego wyobraźcie sobie, że 90 lat temu nie było tutaj żadnego z nich, a Dunajec pod zamkiem Tropsztyn przepływał aż kilkanaście metrów poniżej obecnego poziomu wód jeziora czechowskiego. Obydwa Sztuczne zbiorniki zbudowano na przełomie lat 30 i 40 XX wieku, a mniejsze Jezioro Czchowskie pełni rolę zbiornika wyrównującego dla jeziora rożnowskiego, podobnie jak ma to miejsce w przypadku jezior Sromowieckiego i Czorsztyńskiego.

Dunajec wpadający do Jeziora Czchowskiego
Dunajec wpadający do Jeziora Czchowskiego

Gotowa droga rowerowa do Zakliczyna

Kilkanaście kilometrów dalej na szlaku pojawia się znowu asfaltowy dywanik nowej drogi rowerowej - to dwanaście kilometrów ukończonej trasy przed i za Zakliczynem, ostatnim z małych galicyjskich miasteczek na trasie. W mieście dominowała niegdyś oryginalna konstrukcja chałup, budowanych w oparciu o słupy zewnętrzne - wciąż jeszcze można znaleźć je w bocznych uliczkach miasteczka. Podczas mojej wizyty płyta rynku była w remoncie, zasłaniając niski ratusz. W Zakliczynie znajduje się jeden z wyjątkowych cmentarzów wojennych na małopolskim szlaku I wojny światowej, w całości przeznaczony na pochówek żołnierzy pochodzenia żydowskiego.

Żydowski cmentarz wojenny w Zakliczynie
Żydowski cmentarz wojenny w Zakliczynie

Wygodnie do Tarnowa przez Zbylitowską Górę

I kiedy już na koniec trasy myślami byłem na pięknym rynku w Tarnowie i cieszyłem się z przejechania fantastycznej trasy nad Dunajcem, pełnej krajoznawczych wrażeń przeróżnego typu, zaskoczyła mnie Zbylitowska Góra. W niewielkiej wsi zobaczyć można piękny zespół dworski Żabów, kościół, klasztor, ale największe wrażenie robi sporej wielkości miejsce pamięci położone w lesie, akurat przy dość wygodnej leśnej drodze, jaką - w związku z zamknięciem mostu na Dunajcu w Wierzchosławicach - wybrałem na dojazd znad Dunajca do Tarnowa.

Dwór Żabów w Zbylitowskiej Górze
Dwór Żabów w Zbylitowskiej Górze

Największe w Polsce miejsce Holocaustu

Nad największym w Polsce miejscem Holocaustu góruje kilkunastometrowy Pomnik Ofiar Terroru Hitlerowskiego. Spoczywa tu prawdopodobnie nawet około 1o tysięcy ofiar II wojny światowej, w ogromnej większośc stanowiących ludność żydowską pochodzącą z Tarnowa i okolicznych miejscowości. Miejsce kaźni przeniesiono poza miasto, gdyż w samym Tarnowie zabrakło miejsca na pochówki mieszkańców, których nazistowcy zbrodniarze rozstrzeliwali, mordowali w okrutny sposób i chowali w masowych grobach, których zarysy widać na obszarze leśnego cmentarza. Na ogrodzeniach niektórych wiszą żydowskie flagi wieszane przez odwiedzających miejsce Żydów, w tym uczestników corocznych Dni Pamięci Żydów Galicyjskich, jakie rozpoczynają się właśnie tutaj.

Miejsce pamięci w Zbylitowskiej Górze
Miejsce pamięci w Zbylitowskiej Górze

Niezwykła rozmowa pod tarnowską bimą 

Zbylitowska Góra nadała mojej wizycie w Tarnowie żydowskie tło. Kilkanaście minut później stałem pod nadal robiącą na mnie ogromne wrażenie tarnowską bimą - pozostałością po wysadzonej w powietrze Starej Synagodze. Od mojego spontanicznego pytania o treść żydowskiego napisu nad pobliskim punktem informacyjnym zaczęła się dość swobodna rozmowa z sympatycznym mężczyzną w kapeluszu, który - od słowa do słowa - okazał się Adamem Bartoszem, prawdopodobnie najbardziej zasłużoną osobą dla ratowania pamięci o kulturze tarnowskich Żydów i Cyganów, twórcą wspomnianych Dni Pamięci Żydów Galicyjskich, ale też Międzynarodowego Taboru Pamięci Romów, o którym czytaliśmy podczas poprzedniej rowerowej wizyty w Tarnowie. Dziękuję Ci, Dobry Losie, że mi takich wspaniałych ludzi stawiasz na drodze.

Bima - resztki synagogi w Tarnowie
Bima - resztki synagogi w Tarnowie

Wyremontowany kirkut w Tarnowie

Po rozmowie z Panem Adamem odwiedziłem jeszcze tarnowski kirkut, jeden z najstarszych cmentarzy w południowej Polsce, na którym spoczywać ma tu około 11 tysięcy Żydów z Tarnowa i okolic. W poprzednich dwóch latach na kirkucie trwały prace remontowe - powstały nowe alejki, ogrodzenie, oświetlenie, odnowiono także sto wybranych macew. Obecnie jest więc jednym z najbardziej zadbanych cmentarzy w Polsce, co w połączeniu z wciąż niezwykłym dla przeciętnego polskiego turysty klimatem żydowskiego nekropolii stawia to miejsce na pewno na czele wśród miejsc do odwiedzenia w Tarnowie i na całej trasie Velo Dunajec.

Kirkut w Tarnowie
Kirkut w Tarnowie

Parasolki i szakszuka na koniec

I choć do przejechania jest jeszcze kilka kilometrów szlaku Velo Dunajec aż nad Wisłę, podejrzewam, że dla większości turystów to Tarnów będzie tym wyjątkowym miejscem na zakończenie bardzo specjalnej trasy. Spędzam jeszcze chwilę na przepięknym rynku w Tarnowie, rzucam okiem na symbol miasta - XVI-wieczny ratusz, przechodzę pod sympatycznymi tarnowskimi parasolkami na ulicy Piekarskiej w kierunku koszernej restauracji The Nosh Kosher na ulicy Lwowskiej, gdzie pyszną szakszuką żegnam się z gościnną Małopolską. Na której (nowej!) trasie zobaczymy się ponownie?