Nadmorski szlak rowerowy EuroVelo 10

You are here

Stary Kolejowy Szlak na Pomorzu Zachodnim. Rowerem nad Morze Bałtyckie

Na skróty: mapa / w pobliżu (6) / zdjęcia (252) / popularne (6) / komentarze (6)

Stary Kolejowy Szlak to drugi szlak rowerowy poprowadzony w miejscu dawnych linii kolejowych, jaki odwiedziliśmy w tym roku. Z tej wizyty cieszyliśmy się szczególnie, bo tym razem świetną pokolejową trasę znaleźliśmy nie za granicą, a w Polsce - na Pomorzu Zachodnim. Stary Kolejowy Szlak to także czwarty z sieci szlaków rowerowych, które buduje Pomorze Zachodnie w ramach sieci oplatającej całe województwo zachodniopomorskie. Dodatkową zaletą szlaku jest jego przebieg łączący pas polskich pojezierzy z wybrzeżem Morza Bałtyckiego.

Obserwuj Znajkraj na Facebooku i Instagramie!

Nasi Partnerzy

Internetowy sklep rowerowy
Bird.pl. Wędrowne wczasy rowerowe
Wędrowne wczasy rowerowe
Rowery turystyczne

Trasa wycieczki na mapie

Trasa: Wałcz - Złocieniec - Połczyn-Zdrój - Białogard - Koszalin - Mielno - Kołobrzeg - Karlino - Białogard
Plik ze śladem GPS: Binary Data www.znajkraj.pl-pomorze-zachodnie-2021.gpx (116.79 KB).
Stary Kolejowy Szlak na Pomorzu Zachodnim
Stary Kolejowy Szlak na Pomorzu Zachodnim

Popularne pokolejowe szlaki rowerowe

O zaletach kolejowych szlaków rowerowych pisałem w naszej relacji z wyjazdu na Kolejowy Szlak Rowerowy Hesji: to przede wszystkim ucieczka od ruchu samochodowego, łagodne podjazdy i kontakt z naturą. Właśnie w ten sposób wyglądają długie fragmenty Starego Kolejowego Szlaku, na których wykorzystano ślady zlikwidowanych linii kolejowych. W chwili obecnej rowerzyści mogą korzystać z dwóch takich: z Karlina do Zieleniewa koło Kołobrzegu (z niewielką przerwą w Gościnie) oraz ze Złocieńca do Połczyna-Zdroju. Kolejny, trzeci pojawi się w latach 2022-2023 i pobiegnie z Wierzchowa pod Złocieńcem aż do Wałcza. Nieco zaokrąglając - na około 180 kilometrów głównego przebiegu szlaku między Wałczem a Kołobrzegiem, już za rok-dwa około 90 kilometrów stanowić będa piękne pokolejowe trasy rowerowe. Dzisiaj ich długość to około 65 kilometrów.

Stary Kolejowy Szlak - droga rowerowa koło Połczyna-Zdroju
Stary Kolejowy Szlak - droga rowerowa koło Połczyna-Zdroju

Dwa warianty trasy nad Morze Bałtyckie

Piszę wyżej o głównym przebiegu szlaku do Kołobrzegu, jednak twórcy Starego Kolejowego Szlaku ze Szczecina wykorzystali nadarzającą się okazję i zaplanowali drugi wariant jego zakończenia, który biegnie najpierw z Białogardu do Koszalina, a następnie przez Mielno i po fragmencie trasy rowerowej EuroVelo 10 łączy się z Kołobrzegiem. Jedno spojrzenie na mapę pokazuje, że zamysłem autorów było stworzenie większej liczby wariantów spędzenia czasu na rowerze. Do zwykłego przejazdu z Wałcza do Kołobrzegu doszła nie tylko weekendowa pętla z Koszalina do Koszalina przez Mielno, Kołobrzeg, Karlino i Białogard, ale także możliwość przejechania za jednym razem części podstawowej i dodatkowej, tym samym wyrysowania na mapie kształtu podobnego do balonika na długim sznurku. I właśnie ten najdłuższy wariant pokazujemy Wam w tej relacji.

Nadmorski szlak rowerowy EuroVelo 10
Nadmorski szlak rowerowy EuroVelo 10

Długość całego “balonika” to około 250 kilometrów, więc układając dzienne dystanse o długości ok. 60-80 kilometrów można na Starym Kolejowym Szlaku spędzić trzy lub cztery turystyczne dni. A że celem naszej turystyki nigdy nie było bicie rekordów, a i pracy z pokazaniem walorów trasy jest zawsze sporo, więc pobyt na szlakowym “baloniku” zaplanowaliśmy na cztery dni. Dwa pierwsze z Wałcza do Koszalina jechałem sam, a na kolejne dwa - na rowerowy weekend nad morzem - dotarła do mnie Ola. Właśnie, to ogromna zaleta każdej dobrej rowerowej trasy - dojazd pociągiem. W przypadku Starego Kolejowego Szlaku pociągiem można wygodnie dojechać zarówno do miejscowości na początku szlaku - do Wałcza i Złocieńca, jak i do tych na końcu, wokół samego balonika - do Karlina, Białogardu, Koszalina i Kołobrzegu. Niemal wszystkie pociągi tutaj oferują przewóz rowerów i odjeżdżają do miast jak Szczecin, Gdańsk, Poznań i innych.

Kładka rowerowa przy Solnym Bagnie nad Bałtykiem
Kładka rowerowa przy Solnym Bagnie nad Bałtykiem

Początek szlaku rowerowego w Wałczu

Wałcz jest dla mnie miastem bardzo wyjątkowym. To tu zaczynałem moją pierwszą samotną rowerową wyprawę po Wale Pomorskim jeszcze w szkole podstawowej, ale niedaleko Wałcza miałem też poważny wypadek samochodowy, z którego cudem wyszedłem cały, choć samochód poszedł do kasacji. Wałcz dzisiaj to miasto z ogromnym potencjałem na polu rekreacyjno-turystycznym i mam nadzieję, że nowy długodystansowy szlak rowerowy pozwoli wydobyć więcej z tego potencjału. W mieście zobaczyć można odnowiony rynek z ratuszem, Ośrodek Przygotowań Olimpijskich Centralnego Ośrodka Sportu, ale także, lub przede wszystkim, Muzeum Wału Pomorskiego i skansen fortyfikacji Cegielnia, opowiadające o ważnym rozdziale II wojny światowej, jaki rozegrał się tutaj wiosną 1945 roku. To miasto zasługujące na więcej niż krótki akapit tekstu, ale... obecnemu Wałczowi bliżej przyjrzę się dopiero podczas jazdy po budowanej obecnie Trasie Pojezierzy Zachodnich, gdy zostanie ukończona.

Ratusz w Wałczu
Ratusz w Wałczu

Pierwsze kilkanaście kilometrów, które wyprowadzają Stary Kolejowy Szlak z Wałcza na północ to najpierw leśny, a potem asfaltowe odcinki o bardzo niewielkim natężeniu ruchu. To przebieg tymczasowy - w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy zastąpi je nowa droga rowerowa po linii kolejowej nr 416 z Wałcza do Wierzchowa pod Złocieńcem, której starotorze, biegnące równolegle do obecnego przebiegu szlaku, można obserwować między Kłębowcem a Karsiborem. Swoją drogą, pisząc o kolejowych szlakach rowerowych zawsze patrzę na daty - tę linię kolejową Królestwo Prus wybudowało w 1898 roku, ruch pasażerski istniał na niej aż do 1991 roku, a rozebrana została dopiero w 2016 roku, gdy zapewne powoli myślano już o budowie sieci dróg rowerowych Pomorza Zachodniego. Niestety, może się okazać, że otwarcia nowych dróg rowerowych nie doczeka 200-letni drewniany kościół w Karsiborze, który od 1987 roku popada w ruinę.

Stary kościół w Karsiborze
Stary kościół w Karsiborze

Kilka kilometrów przyjemnego leśnego asfaltu

Z odcinka z Wałcza do Złocieńca najbardziej zapamiętam jednak dwie inne rzeczy. Pierwsza to rywalizacja wsi położonych przy trasie o miano najładniejszej. To dzięki niej gospodarstwa w Świerczynie czy Sośnicy zdobią długie rzędy słoneczników, o które wcale nie tak łatwo w innych miejscowościach. Ta druga rzecz to asfaltowa droga leśna, która po kilku kilometrach dróg publicznych i późniejszym mało przyjemnym szutrze biegnie prawie do samego Bobrowa pod Złocieńcem. O jej charakterze wiele mówi mech, jaki szerokim pasem porasta jej środkową część w wielu miejscach. Jest wąsko, z wysoką, bujną roślinnością po obu stronach drogi, czasem pod dachem z gałęzi przykrywających drogę i świetnie chroniących przed akurat padającym deszczem. Jest dziko, soczyście, bardzo przyjemnie, choć... czasem trochę nierówno.

Szlak rowerowy między Złocieńcem a Wałczem
Szlak rowerowy między Złocieńcem a Wałczem

Wieże hitlerowskiego ośrodka szkoleniowego

W Złocieńcu myślami jestem już przy “szlaku zwiniętych torów” jaki na mnie czeka, ale po rundce po centrum miasta i przejeździe przez sympatycznie urządzoną przestrzeń dla pieszych jadę w kierunku wschodnim, do jednostki wojskowej - bazy 2. Brygady Zmechanizowanej Wojska Polskiego położonej pod miastem. Chcę zobaczyć wysokie wieże, jakie pozostały po budowie Ordensburg Krössinsee - hitlerowskiego ośrodka szkoleniowego, jednego z zaledwie trzech na terenie III Rzeszy. Niestety, mimo życzliwego podejścia obsady portierni, wyjątkowo nieprzyjemna postawa oficera służby dyżurnej utrudnia mi pracę i zostaję ze zdjęciem tylko jednej z wież, wykonanym spoza obszaru jednostki. W rzeczywistości wieże są dwie - z czterech, które miały powstać i które miały następnie stać się “basztami” dużego, bardzo nowoczesnego jak na lata 30. XX wieku, obiektu o kształcie zbliżonym do średniowiecznego zamku. O randze, jaką hitlerowskie państwo przywiązywało do budowanych ośrodków, wiele mówi fakt, że Ordensburg Krössinsee w Złocieńcu w 1936 roku otwierał sam Adolf Hitler.

Jedna z wież Ordensburg Krössinsee w Złocieńcu
Jedna z wież Ordensburg Krössinsee w Złocieńcu

Oprócz pamiątek po II wojnie światowej w Złocieńcu można również zobaczyć między innymi ładny budynek ratusza przy niewielkim ryneczku. Naprzeciw mieści się punkt informacji turystycznej, który z kolei pozwoli Wam zaopatrzyć się w darmowe mapki Starego Kolejowego Szlaku, o ile nie zrobiliście tego wcześniej, a sympatyczna obsługa chętnie wskaże Wam miejsca do zobaczenia w mieście i wyposaży w plan Złocieńca. Stąd już blisko i do Parku Żubra ze słynną aleją grabów, i na wspomniany miejski deptak z knajpkami i sklepami. A najładniejszy etap wyjazdu rozpoczyna się niedaleko stąd, na uboczu miasta, za piaszczystym parkingiem, gdzie można zostawić samochód na czas rowerowej wycieczki do Połczyna-Zdroju lub nad samo Morze Bałtyckie.

Ratusz w Złocieńcu
Ratusz w Złocieńcu

Najstarsza turystyczna droga rowerowa?

Oficjalna historia drogi rowerowej ze Złocieńca do Połczyna-Zdroju rozpoczyna się w 1903 roku, gdy na tym odcinku powstała pasażerska linia kolejowa. Po niemal 90 latach, w 1991 roku została zamknięta, później rozebrana, a w 1998 roku podpisano umowę finansującą budowę drogi rowerowej ze środków funduszu PHARE, a więc skierowanego do państw wtedy dopiero kandydujących do wstąpienia do Unii Europejskiej. To najprawdopodobniej najstarsza turystyczna droga rowerowa w Polsce w dodatku o tak imponującej długości. Mimo prawie 20 lat istnienia "szlak zwiniętych torów" wciąż świetnie się trzyma, choć zdarzają się miejsca na trasie, gdzie nawierzchnia wymaga naprawy. I tu przyjemne zaskoczenie - spotkałem w trasie dwuosobową ekipę z małym ciągnikiem, która na zlecenie Urzędu Miejskiego w Złocieńcu (pod którego nadzorem jest więcej niż połowa tej trasy) usuwała charakterystyczne asfaltowe “kopczyki”, będące dziełem nie kreta, ale rosnącego od spodu korzenia. Brawo!

Stary Kolejowy Szlak - kierunek Złocieniec
Stary Kolejowy Szlak - kierunek Złocieniec

Odcinek Starego Kolejowego Szlaku łączący Złocieniec z Połczynem-Zdrojem wraz z krótką odnogą w kierunku Białogardu liczy aż 35 kilometrów. Na tak długim odcinku bezpośrednio na trasie znajduje się zaledwie jedna wieś - Toporzyk, którą i tak przecinamy gdzieś na obrzeżach. Cała pozostała część asfaltowej trasy to nieustanny kontakt z naturą, wciąż zmieniająca się rzeźba terenu na otaczającym nas Pojezierzu Drawskim, zróżnicowane formy roślinności - różnego rodzaju lasy, bagna, niewielkie stawy, rozlewiska, łąki, zróżnicowane uprawy rolne. W takim kształcie droga rowerowa Złocieniec-Połczyn-Zdrój jest nie tylko etapem w kilkudniowej podróży nad morze, ale może być doskonałą scenerią na jednodniową, rodzinną wycieczkę rowerową połączoną albo z leniwym piknikiem gdzieś na łonie natury, albo z krótkim, obiadowym pobytem w jednym z dwóch miast.

Stary Kolejowy Szlak z lotu ptaka
Stary Kolejowy Szlak z lotu ptaka

Dziesiątki przejechanych kilometrów każdego dnia

Jak każda droga rowerowa tego typu, tak i ta ma swoich wielbicieli wśród mieszkańców okolicznych miejscowości. Spędzając tu dwa dni poznałem dwoje z nich, którzy niemal codziennie przejeżdżają po niej około 30-40 kilometrów, tam i z powrotem. Pytani przez znajomych, czy codzienna jazda ich nie nudzi, odpowiadają, że przecież codziennie jest na niej inaczej. Zmienia się pogoda, zmieniają się pory roku, każdego dnia inaczej świeci Słońce, wokół ścieżki rowerowej nieustannie zmienia się roślinność, każdego dnia przejeżdżają ją inni rowerzyści. Część przyjedzie na wycieczkę rowerową raz na kilka dni, inni będą szukali regularnego ruchu na świeżym powietrzu i kondycji, jeszcze inni ucieczki od samotności. To jeszcze jeden wspaniały dowód na uniwersalne znaczenie długodystansowej infrastruktury rowerowej i jej ogromną wartość nie tylko dla turystów, ale również dla lokalnych mieszkańców. A może przede wszystkim dla nich? Te same refleksje przywiozłem z zeszłorocznego wyjazdu na Żelazny Szlak Rowerowy na Śląsku.

Stary Kolejowy Szlak - widok z góry
Stary Kolejowy Szlak - widok z góry

Przytulny pensjonat w starym dworcu

Po niecałych sześciu kilometrach pokolejowej trasy rowerowej rowerzyści przejeżdżają pod zadbanym budynkiem dawnego dworca kolejowego w Cieszynie, w którym od kilku lat funkcjonuje Rezydencja Stary Dworzec. To urządzony ze smakiem kameralny pensjonat z zaledwie czterema pokojami, których nazwy - Wiedeński, Praski, Wenecki i Paryski - wzięły się od przystanków pociągów Orient Express. Miejsce jest niezwykle klimatyczne, praktycznie urządzone i bardzo cieszyłem się, że trafiłem na wolny pokój. Koszt noclegu jest wyższy niż w zwykłej agroturystyce, lecz wyraźnie niższy niż pokój w pensjonacie, nie mówiąc o hotelu. Podejrzewam jednak, że w sezonie - niestety - jest marna szansa, że znajdziecie tu nocleg prosto z drogi. Warto więc pobyt w Starym Dworcu rezerwować z wyprzedzeniem za pomocą serwisu Booking.com.

Rezydencja Stary Dworzec przy Starym Kolejowym Szlaku
Rezydencja Stary Dworzec przy Starym Kolejowym Szlaku

Swoją drogą, na miejscu właścicieli Starego Dworca stworzyłbym tu jeszcze coś w rodzaju “hostelu” dla mniej wymagających turystów rowerowych. Wykorzystałbym do tego dawny mały dworcowy magazyn przylegający do budynku od północnej strony, funkcjonujący obecnie jako pomieszczenie do gier i magazyn różnych sprzętów. Byłoby to pozbawione wygód, ale suche, ciepłe i bezpieczne miejsce do spokojnego spędzenia nocy, dostępne nawet dla tych, którzy gotowi są spać na podłodze na własnej macie i w śpiworze. Minimum wygód stworzone niewielkim kosztem za niewielką cenę, czyli miejsce jakich nam, rowerzystom, bardzo brakuje. Może kiedyś takie miejsce powstanie w jednym z pozostałych dworców przy tej linii? Obecnie wszystkie zaadaptowane są na domy mieszkalne, jak ten w Chlebowie. Porównajcie obydwa zdjęcia - budynki są właściwie identyczne.

Stary dworzec w Chlebowie na Pomorzu Zachonim
Stary dworzec w Chlebowie na Pomorzu Zachonim

Olbrzymia czasznica olbrzymia tuż przy szlaku

Na prawie 30-kilometrach trasy do Połczyna-Zdroju próżno szukać spektakularnych atrakcji krajoznawczych. To przyroda jest największym walorem budującym wizerunek i atrakcyjność tej trasy. Łatwo jest spotkać sarny, które znienacka przebiegną Wam drogę, dostrzec bielika obserwującego okolicę z wysokiego drzewa, a we wrześniu - nawet spod budynku Starego Dworca w Cieszynie - usłyszeć jelenie ryczące podczas rykowiska w okolicznych lasach. Czujne oko dostrzeże podczas jazdy jeszcze tak niecodzienną atrakcję jak wielka czasznica olbrzymia rosnąca w cieniu drogi rowerowej. Wiecie, że młode owocniki są jadalne? Więcej - czasznica olbrzymia (nazywana także purchawicą) wytwarza antybiotyk, który podczas badań na zwierzętach miał wykazywać zdolności bakteriobójcze, a nawet zatrzymywać rozwój nowotworów.

Czasznica olbrzymia na Pomorzu Zachodnim
Czasznica olbrzymia na Pomorzu Zachodnim

Niebezpieczne zwężenia drogi rowerowej

Jadąc Starym Kolejowym Szlakiem trudno nie zwrócić uwagi na częste "szykany" na drodze rowerowej, jakie towarzyszą wszystkim krzyżówkom szlaku z przecinającymi go, nawet najdrobniejszymi, drogami. Zadaniem kamiennych bloków jest najprawdopodobniej blokowanie samochodom dostępu do drogi rowerowej, co na pewno robią bardzo skutecznie. Wątpliwości we mnie budzą jednak konsekwencje ewentualnego zderzenia z takim blokiem lub nawet drobnego zaczepienia sakwą o jeden z nich. Wystarczy przecież zwyczajnie zagapić się lub w złym momencie spojrzeć na mapnik na kierownicy by napytać sobie niezłej biedy. Podejrzewam jednak, że rozwiązanie to wiekiem dorównuje tutejszej drodze rowerowej i oddaje świadomość budowniczych tras rowerowych sprzed około 20 lat. Warto więc zachować wyjątkową ostrożność i... czekać aż znikną podczas pierwszego większego remontu drogi rowerowej.

Kamienne zwężenia na Starym Kolejowym Szlaku
Kamienne zwężenia na Starym Kolejowym Szlaku

Pięknie ukształtowane Pojezierze Drawskie

Stary Kolejowy Szlak na tym odcinku biegnie przez Pojezierze Drawskie i to jego przyjemnie pofałdowane krajobrazy jest okazja podziwiać po drodze. Są miejsca, gdzie cofającemu się lodowcowi zawdzięczać można możliwość cieszenia oczu fantazyjnym ukształtowaniem terenu, doskonale widocznym także z drogi rowerowej, nie tylko z drona. Jedno z takich miejsc to pofalowane morenowe zbocza leżące prawie na końcu kolejowego odcinka, na zachód od niego, koło maleńkiego Zajączkowa. Naturalną polodowcową rzeźbę terenu doskonale podkreślają długie rzędy krzaków porzeczek. A w lesie, który rozpoczyna się zaraz po tym miejscu, warto skręcić w prawo w kierunku wskazywanym przez drogowskaz, by dotrzeć do Wilczych Jarów. To wcięte w morenowe zbocza kilkusetmetrowe doliny o głębokości dochodzącej nawet do kilkudziesięciu metrów. Pieszą ścieżką prowadzącą przez Wilcze Jary można również nieco skrócić drogę do Połczyna-Zdroju.

Rzeźba polodowcowa na Pojezierzu Drawskim
Rzeźba polodowcowa na Pojezierzu Drawskim

Kolorowe parasole w przyjemnym Połczynie-Zdroju

Połczyn-Zdrój przyjemnie mnie zaskoczył. Spodziewałem się nieco sennych klimatów jak te widziane w Złocieńcu, tymczasem zastałem żyjące, gwarne miasteczko z zadbanym centrum. Kilkusetmetrową, niedawno urządzoną pieszą przestrzeń przykryto tu kolorowymi parasolami tworząc instalację znaną już z innych miejsc na świecie. Kilkadziesiąt metrów stąd znajduje się restauracja cygańska, prowadzone przez lidera jednego z zespołów muzycznych grających muzykę cygańską. Smacznie zjeść można także w restauracji Palupe (tak nazywał się historyczny gród, jaki dał początek miastu), równie blisko parasolkowego deptaku. A podążając za zwyczajem próbowania lokalnych smaków, do obiadu można zamówić piwo z miejscowego, niemal 200-letniego browaru Fuhrmann, które warzone jest z wykorzystaniem miejscowej wody źródlanej.

Kolorowe parasole w Połczynie-Zdroju
Kolorowe parasole w Połczynie-Zdroju

Ponad 300 lat uzdrowiskowych tradycji

W Połczynie-Zdroju nietrudno o przyjemny, historyczny nastrój. Najważniejsze dla miasta wydają się jednak tradycje związane z istniejącym tu uzdrowiskiem, których początek szacuje się na koniec XVII wieku. Już na początku XVIII wieku w mieście stanął pierwszy dom zdrojowy, a kolejne wieki niosły ze sobą rozwój Połczyna-Zdroju jako kurortu uzdrowiskowego i wypoczynkowego. W rozwoju uzdrowiska pomogły także linie kolejowe, którymi dziś biegnie już tylko Stary Kolejowy Szlak. Interesującym, choć przykrym akcentem tej historii, jest umieszczenie podczas II wojny światowej w jednym z połczyńskich sanatoriów siedziby oddziału stowarzyszenia Lebensborn, którego celem była germanizacja dzieci, które odbierane były polskim rodzinom. Dom Lebensborn w sanatorium Borkowo w Połczynie-Zdroju był jednym z zaledwie pięciu takich obiektów w Polsce.

Połczyn-Zdrój - droga na starym mieście
Połczyn-Zdrój - droga na starym mieście

A już po obiedzie i przed wyjazdem z Połczyna-Zdroju zachęcam do choćby krótkiej przejażdżki (brak zakazu jazdy dla rowerów) po fragmencie parku zdrojowego, położonym kilkaset metrów od centrum miasta. W części położonej bliżej miasta - francuskiej - znajduje się m.in. zabytkowa pijalnia wody mineralnej i amfiteatr. Będąc tam odniosłem wrażenie miejsca bardzo zadbanego, pełnego kwiatów (w środku września), na które nieczęsto trafiamy podczas naszych podróży. Myślę nawet, że połczyńskiego parku zdrojowego nie powstydziłby się żadne z większych europejskich miast i dziś żałuję, że spiesząc się trochę, nie zajrzałem również do drugiej, położonej głębiej, angielskiej części parku w Połczynie-Zdroju.

Park zdrojowy w Połczynie-Zdroju
Park zdrojowy w Połczynie-Zdroju

Platany, stary młyn i eklektyczny pałac

Odcinek z Połczyna-Zdroju do Białogardu był dla mnie najmniej interesującym fragmentem trasy z Wielkopolski nad Morze Bałtyckie. Tylko jej początek z Połczyna-Zdroju biegnie po nowej drodze rowerowej wybudowanej w śladzie jeszcze jednej zlikwidowanej linii kolejowej nr 421, jaką pod koniec XIX wieku wybudowały pruskie koleje państwowe. Potem szlak ucieka na północ i cichymi, spokojnymi drogami publicznymi dociera do Białogardu. Po drodze warto przyjrzeć się długim, dającym latem dużo cienia alejom i rozpoznać wśród nich rzędy dorodnych platanów. W Rąbinie warto zboczyć nieco ze szlaku i obejrzeć stary młyn wodny w Kołatce i na skróty dotrzeć do eklektycznego pałacu z 1920 roku.

Stary młyn wodny w Kołatce
Stary młyn wodny w Kołatce

Białogard jak miasteczko ruchu drogowego

W Białogardzie poczułem się zupełnie jak w dziecięcym miasteczku ruchu drogowego jakieś 30 lat temu, gdy uczyłem się przepisów przed egzaminem na kartę rowerową. Albo jakbyśmy nagle przenieśli się do Holandii, którą odwiedziliśmy rok temu. Mnogość pasów rowerowych malowanych i na jezdniach, i na chodnikach, albo liczne kontrapasy czasem świecących jeszcze świeżą czerwoną farbą, muszą oznaczać, że w tutejszym Urzędzie Miejskim komuś zależy na rowerowym klimacie. I chociaż nie wszystko było zrobione jak należy, nawierzchnia nie zawsze nadążała za potrzebami rowerzystów i wyobrażeniem miejscowych urzędników, a na niektóre koszmarne krawężniki przecinające ciągi rowerowe narzekała nawet Ola, która zwykle ma w sobie więcej cierpliwości ode mnie, to jednak nie wiem, czy inne miasto w Polsce zrobiło na mnie ostatnio bardziej prorowerowe wrażenie niż Białogard.

Pasy rowerowe w Białogardzie
Pasy rowerowe w Białogardzie

Ten przyjazny rowerom Białogard w weekendowe popołudnie sprawiał jednak wrażenie nieco pustego. Odrobinę smutny rynek na którym pierwsze skrzypce grało stado gołębi, cisza na ulicach… Może to taka pora, że wszyscy myślami byli już przed kolejnym tygodniem pracy, a młodzież szykowała się na imprezę w Koszalinie? Naszą wizytę w Białogardzie zakończyliśmy jednak bardzo miło - w Bistro Jajo, czyli restauracji miejscowego hostelu, która przeszła metamorfozę pod okiem popularnej Magdy Gessler. Pyszne dania, rozsądne ceny, sympatyczna obsługa, czyste i zadbane wnętrze. Do miejsca idealnego w rowerowej podróży zabrakło tylko stojaków na rowery lub miejsca, gdzie można zostawić rower na oku podczas posiłku. Bistro Jajo znajdziecie tuż przy Starym Kolejowym Szlaku, przy wylocie na Karlino.

Kościół pw. Narodzenia NMP w Białogardzie
Kościół pw. Narodzenia NMP w Białogardzie

W lewo do Kołobrzegu, w prawo do Koszalina

W Białogardzie swój początek ma “balonik” Starego Kolejowego Szlaku, o którym pisałem we wstępie. Możemy albo pojechać jego lewą stroną przez Karlino do Kołobrzegu, gdzie Stary Kolejowy Szlak się kończy. Albo wybrać stronę prawą i zatoczyć koło przez Koszalin, Mielno, Kołobrzeg i Karlino z powrotem do Białogardu. Wybraliśmy wariant drugi i bocznymi drogami ruszyliśmy w kierunku Koszalina. Uwaga na drogę przed Strzekęcinem - rozpoczęły się już prace ziemne nad budową drogi ekspresowej S11 i najlepszym tymczasowym wyjściem będzie kierowane się na Niedalino, skąd do samego Koszalina biegnie długi ciąg dróg rowerowych, w pierwszej części nawet całkiem przyzwoitych. Obecnie przejście przez teren robót na S11 jeszcze jest możliwe, ale trudno powiedzieć jak długo.

Krzyże na lapidarium w Żeleźnie
Krzyże na lapidarium w Żeleźnie

"Szanując innych uczymy się szanować siebie"

Między Białogardem a Koszalinem warto zwrócić uwagę przynajmniej na dwa ciekawe miejsca. Do pierwszego na skrzyżowaniu w Żeleźnie kieruje niewielki drogowskaz - to lapidarium założone w 2012 roku na terenie miejscowego cmentarza ewangelickiego. Z inicjatywy i wysiłkiem mieszkańców Żeleźna obszar dawnego cmentarza oczyszczono ze śmieci i chwastów, a odnalezione, często uszkodzone fragmenty płyt i połamane krzyże nagrobne umieszczono na jednej większej płycie, tworząc niewielkie, oryginalne lapidarium. “Ku czci tu spoczywających, szanując innych, uczymy się szanować siebie” - takiej treści piękne motto widnieje na rzeźbie, jaka stanęła niedaleko żeleźnieńskiego lapidarium. Ogromnie żałuję, że takiego podejścia do historii i dziedzictwa regionu częściej nie spotykamy na naszej drodze.

Drewniana rzeźba na lapidarium w Żeleźnie
Drewniana rzeźba na lapidarium w Żeleźnie

Dwa pałace w prawie słynnym Strzekęcinie

Kilkanaście kilometrów dalej leży małe Strzekęcino. Niewiele zabrakło, by w 2009 roku mała wieś pod Koszalinem stała się znana w całej Europie. Podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego w budynku komisji wyborczej w Strzekęcinie wybuchł pożar, przez co komisja przedłużyła czas głosowania o 40 minut, a tym samym automatycznie przedłużyła głosowanie i ciszę wyborczą w całej Unii! Wkrótce jednak rejonowa komisja wyborcza w Koszalinie anulowała decyzję strzekięcinian i Unia zakończyła wybory o czasie słusznie zakładając, że wynik wyborów w maleńkim Strzekęcinie nie będzie mógł wpłynąć w istotny sposób na wyniki ogólne. We wsi znajdują się również dwa efektowne pałace - Biały i Bursztynowy, należące niegdyś do rodziny von Kamecke, obecnie zadbana własność prywatna, służąca jako obiekt hotelowy.

Pałac Bursztynowy w Strzekęcinie
Pałac Bursztynowy w Strzekęcinie

Koszalin był kiedyś miastem portowym

Koszalin to największe miasto na trasie, dawna stolica województwa koszalińskiego, dobre na podreperowanie stanu kalorii i nocleg. Mało osób zdaje sobie sprawę, że do końca XVII wieku Koszalin miał dostęp do morza - że dopiero w 1690 roku w wyniku sztormu Jamieński Nurt (wtedy Jamunder Tief) został zamulony i zakończył morski rozdział historii Koszalina. Dzisiaj warto rzucić okiem na zrewitalizowaną przestrzeń miejskiego rynku, chociaż niestety daleką od wyobrażeń o nastrojowych placach miejskich. Dawne dzieje Koszalina przypomina między innymi bazylika Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, a także niewielki Domek Kata - nieliczne obiekty, które przetrwały burzliwe losy miasta. Niedaleko centrum miasta znajduje się też szachulcowy Skansen Kultury Jamneńskiej pokazujący tradycyjne życie mieszkańców podkoszalińskich wsi jako najstarszych mieszkańców tych okolic.

Rynek w Koszalinie
Rynek w Koszalinie

Po drodze Muzeum Aut Zabytkowych

Z Koszalina do Mielna możemy dostać się na dwa sposoby. Tym podstawowym jest oczywiście jazda dość przyzwoitą, wygodną drogą rowerową wzdłuż szosy łączącej oba miasta. Po drodze warto zajrzeć do niewielkiego Muzeum Aut Zabytkowych mieszczącego się w budynku Hotelu Verde w Mścicach. Rząd przepięknych zabytkowych mercedesów robi niemałe wrażenie. Ale w kierunku Mielna można też z Koszalina… popłynąć. A dokładnie - z Jamna, skąd do Mielna i sąsiedniego Unieścia kursuje w sezonie popularny tramwaj wodny Julek. Nazwę wziął od… małych stworków, jakie według legendy miały niegdyś mieszkać w tych okolicach. Na pokład nowoczesnej, niedawno wybudowanej jednostki może wejść nawet około 100 osób i rowery.

Muzeum Aut Zabytkowych w Mścicach
Muzeum Aut Zabytkowych w Mścicach

Mielno rządzi się swoimi prawami

Po wjeździe do Mielna szybko dociera do nas, że znaleźliśmy się w wakacyjnej stolicy Polski. Powitały nas tłumy na ulicach, festiwal kebabu, chińszczyzna na straganach i… Mercedes AMG GT R za 300 tysięcy euro (nie złotych) podczas nagrywania filmu przez jednego z youtuberów. “Mielno rządzi się swoimi prawami”, szybko stwierdziła Ola. Faktycznie, można chyba uznać, że to właśnie Mielno stało się synonimem "najlepszej", niespecjalnie wyszukanej, wakacyjnej rozrywki na polskim wybrzeżu, co jednak - poza takimi wyjątkami jak my - wydaje się tutaj nikogo nie martwić. To zdecydowanie nie są nasze klimaty, więc szybko opuszczamy głośne miasto i ruszamy w kierunku zachodnim, kontynuując objazd naszego szlakowego balonika.

Plaża w Mielnie we wrześniu
Plaża w Mielnie we wrześniu

Parki leśnej rozrywki na dawnych bunkrach

Ciekawy widok czeka na rowerzystów tuż za Mielnem przy pierwszym doskonałym odcinku rowerowym EuroVelo 10. Nie wiem jednak, czy miłośników historii i militariów widok ten będzie specjalnie cieszył. Bo oto dwa niemieckie leśne bunkry z czasów II wojny światowej zamieniono w ostatnich miesiącach w leśne parki rozrywki. Dach bunkra zamienił się w niewielki taras widokowy, a na placu przed nim można sprawdzić swoją sprawność w pokonywaniu toru przeszkód zbudowanego z drewnianych bali. Wracając do samych bunkrów - zwróćcie uwagę, że obydwa nie posiadają klasycznego wejścia, a według domysłów historyków prawdopodobnie zostały wybudowane przez Niemców z przeznaczeniem na schrony amunicji podczas II wojny światowej.

Bunkier w lesie koło Mielna
Bunkier w lesie koło Mielna

Szlak EuroVelo 10 na Pomorzu Zachodnim

Poszczególne fragmenty nadmorskiego szlaku EuroVelo 10 między Mielnem a Kołobrzegiem są jednymi z pierwszych odcinków europejskiej trasy rowerowej dookoła Bałtyku przygotowanych w bardzo wysokim, szeroko dostępnym standardzie. Poza kilkusetmetrowym odcinkiem wertepów za latarnią morską w Gąskach, trasa w dużej części prowadzi odizolowanymi od ruchu samochodowego odcinkami leśnymi, w mniejszym - spokojnymi lokalnymi drogami. Raz jedziemy gęstym lasem po łagodnie kręcącej po nim wąskiej drodze rowerowej, a za chwilę wjeżdżamy na niewysoki klif między wąskim pasem lasu i rzędami kukurydzy. Dokładnie ten styl rowerowej podroży nad Bałtykiem pamiętamy ze szlaku EuroVelo 10 w Niemczech i ogromnie cieszy nas przeniesienie tych standardów do Polski. Tych dobrych, przyjemnych odcinków szlaku jest tak dużo, że przyćmiewają te krótkie, mniej przyjazne odcinki jak chociażby przejazd przez Sarbinowo.

Nadmorski szlak rowerowy EuroVelo 10
Nadmorski szlak rowerowy EuroVelo 10

Wciąż sympatyczne maleńkie Chłopy

Sympatycznym miejscem na tym fragmencie polskiego wybrzeża wciąż pozostają malutkie Chłopy. Bez rzędów straganów, bez tłumów plażowiczów, za to z wciąż funkcjonującą, bardzo prawdziwą przystanią plażową, gdzie z bliska można obejrzeć kutry rybackie i przy odrobinie szczęścia zobaczyć powrót rybaków z morza po połowie. Tuż obok niewielkiego mola znajdują się wędzarnia i smażalnia ryb, których konsumpcja odbywa się z widokiem na morze i plażę z rozsypanymi na niej kutrami. Koniecznie należy zwrócić uwagę na klasyczną, secesyjną sylwetkę pensjonatu Strand Schloss, dzisiaj hotelu Astoria, wyróżniającej się na tle tradycyjnej zabudowy wsi. Chociaż... - spójrzcie na poniższe zdjęcie - czy Chłopy nie wyglądałyby lepiej, gdyby widocznemu rzędowi rybackich zabudowań nadano estetycznego, klasycznego nadmorskiego stylu?

Przystań plażowa w Chłopach
Przystań plażowa w Chłopach

Paragony grozy nad Morzem Bałtyckim

Z ciekawością czekaliśmy na rachunek za zamówiony posiłek w smażalni w Chłopach. To oczywiście w kontekście doniesień o nadmorskich “paragonach grozy”, jakie od kilku sezonów rozgrzewają latem media. No cóż, 96 złotych za dwie nieszczególnie obfite w mięso flądry, frytki, surówkę (jedną) i dwa piwa to nie jest mało. Tym bardziej, że flądra była najtańszą rybą w menu. Więc może nie powiało nam dosłowną paragonową “grozą”, ale bardzo wyraźną drożyzną - na pewno. Zresztą, podobnie jak wieczorem, przy lekkiej kolacji w Kołobrzegu, która również nie okazała się tania. Lekko licząc, ceny nad morzem są w sezonie niemal dwukrotnie wyższe od tych w głębi lądu.

Paragony grozy - flądra w Chłopach
Paragony grozy - flądra w Chłopach

Druga najwyższa latarnia morska w Polsce

Celem wycieczek wielu turystów jest latarnia morska w Gąskach, jeden z najpopularniejszych obiektów na tzw. szlaku latarni morskich. To druga najwyższa latarnia morska w Polsce, ustępująca tylko tej w Świnoujściu. Z górnego tarasu latarni można dostrzec okoliczne miejscowości jak Sarbinowo, Chłopy, Mielno i Unieście, ale można, lub nawet należy, zachwycić się szeroką panoramą Morza Bałtyckiego, szumiącego około 60 metrów niżej. W Gąskach warto zwrócić uwagę również na zachowanie otoczenie latarni, w tym na dom, w którym kiedyś mieszkali dwaj latarnicy obsługujący obiekt. Po kilkunastu minutach jazdy warto zwrócić uwagę na odpowiednią tablicę informacyjną i skręcić w wyłożoną kostką alejkę prowadzącą do plaży i do kilku baterii artylerii z okresu powojennych zbrojeń.

Latarnia morska w Gąskach
Latarnia morska w Gąskach

Odrobina elegancji na drodze rowerowej

Za Ustroniem, przez który prowadzi wąska, przeważnie zatłoczona promenada po niewysokim klifie, wyjeżdżamy na najbardziej oryginalny odcinek podczas naszego wyjazdu. Od Ustronia do Kołobrzegu szlak rowerowy EuroVelo 10 prowadzi zadbaną pieszo-rowerową alejką, niemal nieustannie kręcącą wzdłuż morskego brzegu. Wiele głosów podnosi w wątpliwość, czy wyłożona kostką trasa rowerowa to najlepszy pomysł na drogę rowerową w takim miejscu, ale… Kołobrzegowi zależało na wyróżnieniu swojego fragmentu wybrzeża i stało się, kostka została położona. Kolejny już rok służy wyśmienicie, a oryginalnym wzorem dodaje leśnemu ciągowi pieszo-rowerowemu niecodziennego, nieco eleganckiego sznytu. Bo właściwie dlaczego turystyka rowerowa nie może czasem mieć w sobie odrobiny elegancji? Większą jej wadą wydaje się mała szerokość i brak oddzielenia rowerzystów od pieszych, co w wysokim sezonie prowadzi do konfliktów. Ale to przecież jeszcze jeden argument, by nad polski Bałtyk na rowerze jechać poza sezonem, wiosną lub jesienią.

Szlak rowerowy EuroVelo 10 na Pomorzu Zachodnim
Szlak rowerowy EuroVelo 10 na Pomorzu Zachodnim

Drewniany pomost biegnie nad Solnym Bagnem

Częścią tego oryginalnego odcinka jest też długi drewniany pomost, który przeprowadza rowerzystów między Solnym Bagnem, które jest częścią Ekoparku Wschodniego, a wodami Bałtyku. To chyba jedyne takie miejsce na polskim wybrzeżu, gdy z jednej strony drogi możemy podziwiać plażę i wody Bałtyku, a z drugiej - naturalne torfowiska z bujną roślinnością. To obszar który lubi ptactwo wodne - naliczono tu aż 80 występujących gatunków, a jesienią można spotkać nawet stado żurawi, które traktuje Solne Bagno jako odpoczynek w dłuższej migracji. Wiele źródeł przypomina sytuację z 2010 roku, gdy wody rozlewiska przerwały piaszczysty wał dzielący je z morzem i przelały się do Bałtyku, niszcząc siedliska wielu ptaków i na kilka lat zmieniając swój charakter.

EuroVelo 10 - Solne Bagno i Ekopark Wschodni
EuroVelo 10 - Solne Bagno i Ekopark Wschodni

Bałtyckie ciemności w Kołobrzegu

Kołobrzeg będzie nam zawsze przypominał nasze rowery na Bornholmie, gdy w awaryjny sposób wracaliśmy do niego z kilkudniowego pobytu na duńskiej wyspie. Miasto się rozwija, choć… chyba oszczędza na prądzie. Byliśmy ogromnie zaskoczeni, gdy wieczorny, wcale nie tak późny wrześniowy spacer po nadmorskiej promenadzie od portu do molo odbyliśmy właściwie w kompletnym mroku. Słabo świecące, rzadko ustawione latarnie powodowały, że trudno było nawet rozpoznać twarze mijanych osób, a to raczej nie sprzyja poczuciu bezpieczeństwa i przyjemności podczas spaceru. Po porannej rundce po centrum miasta, zajrzeniu na kołobrzeskie stare miasto, do imponującej kołobrzeskiej katedry i pod ładny ratusz, ruszyliśmy w ostatnią część naszej wycieczki - przez Karlino do Białogardu.

Molo w Kołobrzegu nocą
Molo w Kołobrzegu nocą

Jeszcze jedna pokolejowa droga rowerowa

Odcinek z Kołobrzegu, a dokładnie z położonego niedaleko niego Zieleniewa, przez Karlino do Białogardu to drugi pokolejowy fragment Starego Kolejowego Szlaku. Wybudowany został w starotorzu dwóch dawnych linii wąskotorowych - Kołobrzeg-Gościno oraz Gościno-Karlino. Obydwie stanowiły część gęstej sieci kolei wąskotorowej, która - wybudowana przez Królestwo Prus - miała prawie 750 kilometrów długości i była jedną z najdłuższych regionalnych sieci kolei wąskotorowych w Europie. I na obydwóch regularne przewozy zakończyły się jeszcze w latach 60. poprzedniego stulecia. To tak długi czas, że podczas rowerowej podróży trudno nam było dostrzec ślady kolejowej infrastruktury. Tylko domyślaliśmy się, że niektóre z licznych i bardzo przyjemnych miejsc wypoczynku, mieszczących się przy drodze rowerowej Starego Kolejowego Szlaku, znajdują się właśnie w miejscu dawnych stacji kolejowych.

Stary Kolejowy Szlak między Karlinem a Kołobrzegiem
Stary Kolejowy Szlak między Karlinem a Kołobrzegiem

Dwa mosty kolejowe w dolinie Parsęty

Spokojną i sielankową podróż po pokolejowej drodze rowerowej na odcinku Gościno-Karlino kończy długa grobla usypana w poprzek doliny Parsęty. Na jej przebiegu znajdują się aż dwa zabytkowe mosty kolejowe. Pierwszy przerzucono nad starorzeczem rzeki, a drugi nad jej głównym nurtem. Warto na chwilę zatrzymać się w tym miejscu i rozejrzeć, podziwiając zupełnie dzikie otoczenie rzeki, popularne wśród wędkarzy łowiących tu łososie, które płyną na tarło w górę rzeki. Warto spojrzeć na wąską konstrukcję i wyobrazić sobie, jak 100 lat temu przejeżdżały tędy wąskotorowe wagoniki z "zawrotną" prędkością 15 kilometrów na godzinę. A zaraz za mostem rozpoczyna się długi, ale łagodny podjazd na którego końcu znajduje się Karlino.

Most na Parsęcie na Starym Kolejowym Szlaku
Most na Parsęcie na Starym Kolejowym Szlaku

Ponad miesiąc pożaru ropy w Karlinie

Po żywym Połczynie-Zdroju, po bardzo rowerowym Białogardzie, Karlino wydało nam się puste i senne, choć to miasto o długiej historii, leżące na skrzyżowaniu dawnych szlaków handlowych. Jest siedzibą Związku Miast i Gmin Dorzecza Parsęty, z którego inicjatywy powstała w tym regionie sieć dróg rowerowych poprowadzonych w śladach dawnych kolei wąskotorowych. W mieście warto zobaczyć oryginalny gotycki kościół Michała Archanioła z XVI wieku i stary spichlerz z końca XIX wieku. Na jednej z kamienic widnieje mural przedstawiający strażaków gaszących ogromny pożar, jaki wybuchł podczas erupcji ropy w Krzywopłotach koło Karlina w grudniu 1980 roku. Pożar gaszono miesiąc, a w akcji brało udział ponad 1000 strażaków z całej Polski, także z Węgier i Związku Radzieckiego. Ropa tryskała na wysokość nawet 40 metrów, a po wielu próbach pożar ugaszono za pomocą agregatów zbudowanych z wykorzystaniem silników odrzutowych z samolotów MiG-17. Wydobycie ropy pod Karlinem trwało jedynie dwa i pół roku, zakończyło się ze względu na małą wydajność odkrytego złoża.

Wybuch ropy na muralu w Karlinie
Wybuch ropy na muralu w Karlinie

Poczytaj o Starym Kolejowym Szlaku

Dokładny przebieg Starego Kolejowego Szlaku i aktualny stan prac nad brakującym kolejowym fragmentem między Wałczem i Złocieńcem można wyczytać z oficjalnej mapy szlaków rowerowych Pomorza Zachodniego. Mapa prezentuje również aktualne przebiegi pozostałych tras - jest Velo Baltica nad Morzem Bałtyckim, są również wciąż jeszcze rozwijane Blue Velo i Trasa Pojezierzy Zachodnich, a nawet polsko-niemiecki szlak rowerowy dookoła Zalewu Szczecińskiego, na który również mamy ogromną chrapkę. Po mapki i przewodniki Starego Kolejowego Szlaku w formie elektronicznej warto zajrzeć na oficjalną stronę szlaku przygotowaną przez jego autorów, czyli Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego. Ciekawie o Starym Kolejowym Szlaku pisze również Ewa Świderska, pierwsza dama polskiej turystyki rowerowej.

Droga rowerowa przed Połczynem-Zdrojem
Droga rowerowa przed Połczynem-Zdrojem

Przyjemny efekt pracy wielu podmiotów

Dzisiejszy kształ Starego Kolejowego Szlaku wraz z nadmorskim “balonikiem” to efekt współpracy przynajmniej pięciu zachodniopomorskich samorządów, które w turystyce rowerowej dostrzegły szansę na rozwój regionu i usług turystycznych. To właśnie takie trasy jak Stary Kolejowy Szlak cieszą się największą popularnością w Europie, gdy szeroką dostępnością pozwalają na uprawianie turystyki rowerowej zarówno w pełni zdrowym, jak i niepełnosprawnym turystom. Umożliwiają zwiedzanie regionu na rowerze i młodym, i dojrzałym osobom. W końcu - dają możliwość wspólnego wyjazdu na wakacje całym rodzinom, także z dziećmi. Właśnie takich szlaków rowerowych potrzebujemy w całej Polsce.

 

Pytania i komentarze

Dla pełnego obrazu dodałbym dwie istotne informacje:
- ok. połowa odcinka Białogard-Koszalin (i w sumie do samego Mielna) przebiega wzdłuż drogi wojewódzkiej i jest bardzo nieprzyjemna (duży ruch w sezonie, brak drzew). Droga dla rowerów jest na szczęście odesparowana.
- Odcinek Karlino-Białogard ma dwa warianty: po drodze wojewódzkiej lub lasem, drogą gruntową plus krótki odcinek po bardzo nierównej kostce.
Według mnie, odcinek wschodni jest niewarty uwagi lub należałoby go wytyczyć od nowa po bardziej przyjaznej rowerzystom trasie.

Dziękuję, słuszne uwagi. Faktycznie między Białogardem a Koszalinem nie ma szału, na tle całej trasy to taka szybka, mało atrakcyjna przelotówka "aby do celu".

W drugim przypadku z Karlina do Białogardu pojechaliśmy najkrótszą drogą i okazała się całkiem spokojna. I tylko jej fragment przejeżdża się szosą, w Białogardzie dość szybko zaczyna się droga rowerowa, więc zupełnie nie odczuliśmy problemu ruchu samochodowego. To chyba lepsze wyjście niż ten odcinek dookoła.

Dzięki za rzeczowy komentarz :)

Bardzo fajny i szczegółowy opis tej pięknej trasy. Szczególnie zaskoczyła mnie informacja o Starym Dworcu, bo myślałem, że nie ma u nas jeszcze nigdzie noclegów w dawnych budynkach kolejowych.
Niestety do zamknięcia "balonika" brakuje jeszcze odcinka Karlino-Białogard, który w tej chwili jest zdecydowanie najmniej przyjemnym i najbardziej niebezpiecznym kawałkiem całej trasy - prowadzi bardzo ruchliwą drogą, więc absolutnie nie polecam go mniej odpornym rowerzystom, a już na pewno nie nadaje się dla rodzin jadących z dziećmi. Zresztą odcinek Białogard-Połczyn też nie należy do szczególnie atrakcyjnych, droga jest wąska, a kierowcy jakoś nie bardzo przejmują się rowerzystami.
Odcinek nadmorski Mielno-Kołobrzeg jest w sezonie letnim również niezbyt przyjemny ze względu na bardzo duży ruch pieszy. Szczególnie w Ustroniu Morskim chyba lepiej zjechać z oficjalnej trasy i przejechać kawałek w głębi lądu.

Właśnie wyżej napisałem, że Karlino-Białogard w naszym przypadku była naprawdę całkiem w porządku i cieszyłem się, że nie pojechaliśmy dookoła. Ale zgadzam się, że w przypadku jazdy z małymi dziećmi to jednak regularna szosa i nie miejsce na dzieci.

Dzięki za fajne uwagi - myślę że przydadzą się zainteresowanym :)

Trasa jest dobrze zrobiona ale nieco monotonna w dłuższej trasie. Mimo wszystko dla nas brakuje trochę ciekawych miejsc po drodze, chociaż faktycznie może być atrakcyjna. Bardziej podobała mi się R-10 nad morzem. Pozdrawiamy

Zgadzam się, że dla niektórych rowerzystów jazda po kolejowych odcinkach może być monotonna, może być nawet nudna, ale... wszystko zależy od naszych potrzeb, od oczekiwań. Mnie coraz częściej cieszą właśnie długie trasy oderwane od cywilizacji, pełne zieleni, bezpośredniego kontaktu z naturą. To wtedy czuję, że odpoczywam, czuję spokój otoczenia, a nie gwar miejscowości, ciągły ruch samochodów...

Dzięki, pozdrawiam!

Dodaj Twój komentarz