You are here

Europa

Obserwuj Znajkraj na Facebooku i Instagramie!

Nasi Partnerzy

Rowery turystyczne
Bird.pl. Wędrowne wczasy rowerowe
Wędrowne wczasy rowerowe
W dole Poienile Izei, w oddali Góry Rodniańskie
W dole po lewej Poienile Izei, w oddali Góry Rodniańskie

Najbardziej niedoceniane państwo Europy

Rumunia jest chyba najbardziej niedocenianym przez Polaków państwem Europy. Pierwsze skojarzenie z Rumunią dla przeciętnego Polaka to żebrzący na ulicy Cygan, a dla wielu z nas słowa "Rom" i "Rumun" znaczyć będą to samo. Tymczasem Romowie stanowią według różnych szacunków jedynie od 3 do 10 procent ludności Rumunii. To prawie tak, jakby każdy Polak w oczach Europejczyka miał być np. Ślązakiem. Romów, czy raczej Cyganów, spotkaliśmy jedynie kilka razy, ale już pierwsze spotkanie nastawiło nas nieufnie do kolejnych. Gdy staliśmy pod sklepem w Budesti z przejeżdżającego taboru został wypchnięty - zapewne na widok naszej flagi - młody chłopak. Powtarzając polskie "daj, daj" i ściągając palcem dolną powiekę cierpliwie prezentował nam ziejący pustką oczodół. Nie mieliśmy innego wyjścia, jak zebrać się w dalszą trasę.

Urocze Rumunki z Sat Sugatag
Urocze Rumunki z Sat Sugatag

Nieszczęsne rumuńskie stereotypy

Serdeczność i otwartość rodowitych Rumunów przyćmiły przykre wrażenie ze spotkania z Romami. A stosunek miejscowej ludności Maramureszu do tradycji chętnie przeniósłbym w polskie regionalne realia. Odrobinę ludowych, maramureskich klimatów mieliśmy szczęście poznać we wsi Sat Sugatag, gdzie akurat szykowano się do ślubu. Za dwojgiem miejscowych w ludowych strojach trafiłem na oddalone od głównej drogi podwórko, a tam pod dachami chroniło się przed deszczem kilkadziesiąt osób ubranych w ludowe stroje Maramureszu.

Weselny orszak spod domu pana młodego
Weselny orszak spod domu pana młodego

Na widok rozbawionej weselnej gromady, pod wpływem radosnego klimatu rodzinnego święta, ale i... dzięki uśmiechowi na twarzach uroczych Rumunek, moje utrwalane przez lata stereotypy o Rumunii legły w gruzach. Późniejsza rozmowa z jedną z przebranych dam - świetnie mówiącą po angielsku 17-latką i serdeczny poczęstunek dopełniły radosnego dzieła zniszczenia moich wyobrażeń o tym kraju. Wyjeżdżaliśmy z Sat Sugatag uśmiechnięci, bardzo pozytywnie rozczarowani i... "kupieni" przez Rumunię. Choć nie mogliśmy sobie później wybaczyć, że nie skorzystaliśmy z zaproszenia na wesele i nocleg. Tylko część żalu z niewykorzystanej okazji poznania miejscowych zwyczajów rekompensowały nam darowane placki i szczodrze polewana na pożegnanie palinka - domowej roboty 50-i-trochę-procentowa śliwowica.

Serpentyny koło wsi Bogdan Voda
Weselny orszak spod domu pana młodego

Drewniane cerkwie z listy UNESCO

Maramuresz to nie tylko ludzie, to też wyjątkowa drewniana architektura. Kilkudziesięciometrowe cerkwie zostały uznane za element światowego dziedzictwa i osiem z nich wpisano na listę UNESCO - w Bârsanie, Budeşti, Deseşti, Ieud, Plopiş, Poienile Izei, Rogoz i Şurdeşti. Aby dostać się do wnętrza strzelistych kościołów, krytych często pięknym, rzeźbionym gontem, a wewnątrz malowanych kilkusetletnimi freskami, należy zwykle zapukać do najbliższego domu. Zaraz znajdzie się klucz do cerkwi, a wkrótce ktoś będzie cierpliwie stał w kącie, aż się naoglądacie.

Cerkiew w Poienile Izei na liście UNESCO
Cerkiew w Poienile Izei na liście UNESCO

Kiedy przed wyjazdem interesowałem się maramureskimi cerkwiami nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, że wiele ze zdjęć przedstawia cerkwie wybudowane współcześnie z zachowaniem dawnego stylu. Najbardziej znanym przykładem jest monaster w Barszanie - w tym roku mija zaledwie 20 lat od jego wybudowania. Gdyby nie jeszcze jasny kolor drewna, trudno byłoby zauważyć różnice pomiędzy budynkami monasteru, a oryginalnymi, często ponad 300-letnimi cerkwiami.

Barszana - 20-letni klasztor
Zaledwie 20-letni drewniany klasztor w Barszanie

W Maramureszu jak w Beskidzie Niskim

Podziwiając rumuńskie cerkwie, rozejrzyjcie się w poszukiwaniu cmentarzy. Jeśli lubicie Beskid Niski, tak bardzo bliski klimatem Maramureszowi, na pewno na tutejszych cmentarzach będziecie czuli się podobnie. Zielone, często zarośnięte drzewami, wysoką trawą, rzadko koszone, z charakterystycznymi stogami siana między grobami. I z pięknymi, drewnianymi nagrobkami, pośród których wśród tych starych jest również wiele z ostatnich lat, podobnie misternie rzeźbionych i naśladujących styl sprzed lat. Dla mnie - pięknie. Życzyłbym sobie kiedyś spocząć wśród cmentarnej rumuńskiej zieleni, zamiast polskiego zimna marmuru lub lastryko.

Sat Sugatag. Maramuresz, Rumunia
Cmentarz w Sat Sugatag. Maramuresz, Rumunia

Wzdłuż rzędów drewnianych bram

Do charakterystycznych obiektów Marmaroszu należą też słynne drewniane bramy. Warto pobłądzić czasem boczną uliczką, by trafić na ciąg drewnianych zagród, do których wstępu bronią masywne bramy. Pod nią, lub obok, stać będzie ławeczka, na której po pracy usiądą mieszkańcy. Zapadła nam w pamięć droga przez Sieu, od strony Poienile Izei: na długim, prostym odcinku drogi w bramach siedziała chyba cała wieś, machając nam wesoło. Co warte zauważenia - wśród leciwych są również bramy świeżo rzeźbione, stawiane przed nowo budowanymi domami, nie zawsze drewnianymi. Koszt takiej bramy to podobno około 60 tysięcy złotych. Czy ktoś w Polsce zamieniłby dobre auto na tradycyjną bramę?

Rząd drewnianych bram w Calinesti
Rząd drewnianych bram w Calinesti

Malowane cerkwie Bukowiny

Maramuresz ma swoje piękne drewniane cerkwie, a sąsiednia Bukowina - cerkwie malowane freskami, będące centralnymi punktami warownych monasterów. Malowane są nie całe monastery (klasztory), jak przyjęło się informować, a wyłącznie cerkwie. Szkoda, że tłumy turystów (do których sami należymy) zabierają wiele z nastroju tych miejsc. Najwięcej wrażeń przyniosła nam wizyta w położonym odrobinę na uboczu monasterze w Dragomirnie. Za komentarz niech służą słowa tamtejszej prawosławnej zakonnicy: "wydaje się, że tu jest bliżej do Boga". Rzeczywiście, nawet mając w sobie dystans do wielkich słów tego typu, tam się tak czułem. A gdy w pewnym momencie dwie mniszki obchodziły cerkiew wystukując modlitewny rytm na drewnianej desce, przeszedł mnie dreszcz.

Malowana cerkiew w monasterze w Worońcu
Malowana cerkiew w monasterze w Worońcu

Pięknie zdobione domy i studnie

Małym odkryciem były dla nas domy na Bukowinie. Odkryciem, bo nie pamiętałem z przewodnika czy relacji innych podróżników, że mamy się ich spodziewać. Frontowe elewacje drewnianych domów, czasem całe gospodarstwo, pokrywa się warstwą tynku i maluje w miejscowe wzory. Do tego zadbane podwórka, brak śmieci we wsiach, brak bezguścia i samowoli, które zalały polskie wioski. Mam wrażenie, że polska wieś mogłaby się wiele nauczyć od rumuńskiej. A na bukowińskich domach, budynkach gospodarczych i studniach można obserwować jeszcze śmiałe, choć jak mówią mądre źródła, dość mało wytworne zdobienia ze srebrnej blachy.

Malowany dom na Bukowinie
Malowany dom na Bukowinie

Polacy mieszkają tu od 200 lat

Ale nie Rumunów i nie Cyganów będziemy pamiętać najbardziej z Rumunii, a... Polaków! Bo zupełnie inaczej wyobrażaliśmy sobie przed wyjazdem polskie wsie na Bukowinie. Tymczasem gdzieś tam, na skraju rumuńskich Karpat, czuliśmy się jak na Podhalu, może w Beskidzie Niskim, a na pewno jakbyśmy nie opuścili granic Polski. Nasi rodacy mieszkają tam nieprzerwanie od ponad 200 lat i wciąż dbają o swoją narodową odrębność i polskie zwyczaje.

Kolorowy cmentarz w Nowym Sołońcu
Kolorowy cmentarz w Nowym Sołońcu

Mieliśmy mnóstwo szczęścia podczas poznawania polskich wsi na Bukowinie. Najpierw, pod kościołem naprzeciw kopalni soli w Kaczyce, spotkaliśmy sympatyczne zakonnice z Polski - to one wprowadziły nas w klimat święta, jakie miało mieć miejsce następnego dnia. Później, w Nowym Sołońcu, trafiliśmy na pogrzeb na kolorowym, polskim cmentarzu. Tu po raz pierwszy byliśmy zdziwieni słyszanym wokół polskim językiem. A potem była ulewa, przed którą schowaliśmy się w sklepiku, by za czas jakiś, już po deszczu i po palince, wyjść jak po spotkaniu z daleką rodziną, jak od dobrych wujków niewidzianych latami. Panie Kaziku i Drużyno ze Sklepu - ściskamy Was mocno! :-)

Jak z dobrymi wujkami - w Nowym Sołońcu
Jak z dobrymi wujkami - w Nowym Sołońcu

W gościnnym domu Łukasza Juraszka

Tego dnia na nocleg dotarliśmy do innej polskiej wsi - Pojany Mikuli, do gościnnego domu Łukasza Juraszka. Zdążyliśmy schować rowery w stodole, wejść do domu i rozpętała się burza. Po chwili zabrakło prądu, zgasło światło, telefony straciły zasięg, a my siedzieliśmy po ciemku i rozmawialiśmy, także o czasem niełatwym życiu Polaków na Bukowinie. Łukasz prowadzi stowarzyszenie "Obczyny", popularyzujące turystykę na Bukowinie, więc jeśli chcecie Bukowinę poznać, na bank będzie świetnym gospodarzem, przewodnikiem i rozmówcą. Zresztą, nie tylko z Łukaszem, ale z każdym ze spotkanych Polaków było o czym zamienić słowo. Zaczepiani przez nas polskim "dzień dobry" odpowiadali uśmiechem i radością z odwiedzin turystów z Polski.

Poranek pod domem Łukasza w Pojanie Mikuli
Poranek pod domem Łukasza w Pojanie Mikuli

180-lecie założenia wsi Nowy Sołoniec

Oczekiwane wydarzenia następnego dnia to świętowane z rozmachem 180-lecie założenia wsi Nowy Sołoniec i 90-lecie tutejszej parafii. Uroczystości zaczęły się od tradycyjnego przywitania przybyłych gości, byli wśród nich polski ambasador w Rumunii i biskup diecezji katolickiej w Jassach. Następnie goście zostali przewiezieni na bryczkach do kościoła na odświętną mszę. Dalsze uroczystości miały miejsce w budynku Domu Polskiego, a zostały zakończone występami zespołów taneczno-wokalnych, złożonych z miejscowych Polaków. I wesołym piknikiem.

Polski zespół w Nowym Sołońcu
Polski zespół w Nowym Sołońcu

Polskie schronisko na Przełęczy Prislop

Tutejsi Polacy nie byli jedynymi, jakich spotkaliśmy. Wydawało nam się, że polska nacja jest pierwszą wśród turystów odwiedzających północną Rumunię. Nie wiem, czy to polska Bukowina stanowi taki magnes, czy folklor Maramureszu, a może po prostu niewielka odległość z Polski, jednak to właśnie dla Polaków otwiera się w długi weekend majowy schronisko na przełęczy Prislop, a w nim przy barze wisi kalendarz z Giewontem i proporzec jednego z polskich klubów piłkarskich. Jedynymi innymi rowerzystami, podróżującymi tam na rowerach, także byli Polacy. Podwoziliśmy autostopowiczów z Polski, spotkaliśmy polskie kampery i dzieliliśmy gościnne progi domu w Pojanie Mikuli.

Z gaździną schroniska na Przełęczy Prislop
Z gaździną schroniska na Przełęczy Prislop

Ze wspomnianym schroniskiem "Cabana Alpina" na przełęczy Prislop będziemy zawsze też wspominać serdeczną i przyjazną Polakom gaździnę Marlenę. I jej syna Livio. Obydwoje mówią po angielsku, obydwoje mają - na przekór losowi - wielkie poczucie humoru. Tam na przełęczy Prislop spędziliśmy w namiocie noc i był to chyba nasz najlepszy nocleg w Rumunii. Wtedy od naszej gospodyni na Prislopie usłyszeliśmy wiele o życiu schroniska. Budujące, że w opowieściach przeplatały się miłe wspomnienia z wizyt Polaków. Ktoś zostawił tu mapę Bieszczadów, ktoś inny kalendarz z polskimi górami. A kiedyś, pod koniec wakacji, nasza gaździna zostawiła klucze od schroniska czwórce motocyklistów z Polski - sama wracała już do normalnej pracy do miasta. Kilka dni później zastała wysprzątane schronisko, w idealnym porządku. Serce rośnie.

Nocleg na Przełęczy Prislop
Nocleg na Przełęczy Prislop

Pięknie puste rumuńskie Karpaty

Jednak w rumuńskich Karpatach widzieliśmy bardzo niewielu turystów. Raz na parę godzin kamper z zachodniej Europy, para sakwiarzy co kilka dni, gdzieś jakaś terenówka. Piękne bez wątpienia okolice wciąż są mało popularne. Gdy wspinaliśmy się z Watry Dorny trasą w kierunku schroniska, na podobno popularnym masywie Rarau, przez cały dzień nie spotkaliśmy nikogo, oprócz pary młodych biegaczy z Białorusi, mieszkających w małym namociku gdzieś w środku lasu. Przy okazji - przez kilka lat, które minęły od zarejestrowania przez Google Street View naszej drogi na Rarau, natura zdążyła prawie całkiem zniszczyć jej nawierzchnię, zamieniając długi, klimatyczny podjazd w żmudne, terenowe podejście.

Droga na Masywie Rarau
Podpis

Piękni są ludzie Rumunii, piękna jest jej przyroda. Niestety, nie zobaczyliśmy najsłynniejszego jej przedstawiciela - niedźwiedzia. Choć było blisko. Ostatniego dnia przeprawiałem się "szlakiem" rowerowym z Pojany Mikuli do Suczewicy. W pewnym momencie na stromym podejściu zobaczyłem pod pedałami świeże odciski niedźwiedzich łap. Najpierw nogi się pode mną ugięły, a następnie przez kilka godzin przedzierania się przez góry niestety starałem się nie zachowywać cicho, by nie zaskoczyć żadnego z przedstawicieli rumuńskich aż 60 (!) procent europejskiej populacji niedźwiedzia brunatnego.

Zaczynają się podejścia na szlaku do Suczewicy
Podejścia na szlaku do Suczewicy

Maramuresz wolny od bezpańskich psów

A jak już przy zwierzakach jesteśmy... Popularnym skojarzeniem z Rumunią są sfory bezpańskich psów, które miały być naszą zmorą. Tymczasem we wsiach Maramureszu postraszyły nas tylko trzy, wybiegając gdzieś z gospodarstwa na początku trasy. Ale gdy wjeżdżałem po zmroku do Suczawy, już na Bukowinie, dwa razy na przedmieściach zaatakowały mnie dwie sfory dużych, wygłodniałych kundli. Dosłownie ostatni kilometr kilkusetkilometrowej wędrówki kosztował mnie tyle strachu, że do Oli czekającej w hotelu dopedałowałem naprawdę na miękkich nogach...

Na zjezdzie z Prislopu do Bukowiny
Na zjezdzie z Prislopu do Bukowiny

Bezpieczna północna Rumunia

Gdyby nie psy ostatniego dnia, można by powiedzieć, że włos z głowy nie miał szansy nam spaść. Ani razu nie stanęliśmy w obliczu innego zagrożenia. Bezpieczeństwo, jakie towarzyszyło nam na drogach, było bardzo pozytywnym rozczarowaniem. Na wszystkich drogach, nawet na dwupasmowej drodze szybkiego ruchu z poboczem gdzieś w okolicach Kimpulungu Mołdawskiego, małe samochody i wielkie ciężarówki zjeżdżały na drugi pas jezdni, by pozostawić nam możliwie duży margines bezpieczeństwa. Było jak w Norwegii. A auta które mijały nas najbliżej miały rejestrację z Niemiec lub Austrii.

Transport mebli wozem w Ieud
Transport mebli wozem na rumuńskiej wsi

Na holenderskim kempingu w Rumunii

Kempingi w małych miejscowościach, na których spaliśmy, nawet nie były grodzone przed potencjalnymi złodziejami. Najsympatyczniej było na Prislopie, bardzo miło wspominamy też Breb. Tam dwoje Holendrów stworzyło klimatyczny hostel i kemping ze starego gospodarstwa na wysokim wzniesieniu. W budynkach gospodarczych powstały pomieszczenia noclegowe i sanitarne, na łące miejsca na namioty. Rano mogliśmy podziwiać widok na góry dookoła, w tym aż na ukraińskie Karpaty na horyzoncie. W Borszy mały kemping w ogrodzie prowadzi Belg, który zapytany o powody przeprowadzki do Rumunii stwierdził, że życie w Belgii było dla niego za szybkie. Rzeczywiście, Rumunia wydaje się żyć wciąż własnym, spokojniejszym od europejskiego tempem.

Chata na kempingu w Brebie
Chata na kempingu w Brebie

Smaczne rumuńskie jedzenie

W Rumunii naprawdę smacznie jedliśmy. "Musicie zjeść ciorbę!" wszyscy nam mówili. Ciorba okazała się zabielaną zupa przyrządzaną w wielu wariantach. Najpopularniejsza wydaje się ciorba de burta, czyli flaki. Jedliśmy też ciorbę de legume - z warzywami, pyszną ciorbę z zielonej sałaty, czy z kurczakiem - de radauteana. Na popularną z klopsikami - de perisoare - niestety nie trafiliśmy. Warto wspomnieć, że podawanym zupom towarzyszą zawsze ostre papryczki, a także dwie miseczki - z czosnkiem i gęstą śmietaną, którymi doprawia się zupy do smaku. Niby to tylko zupa, ale spożywanie było jak drobny rytuał.

W restauracji w Ciocanesti. Bukowina, Rumunia
W restauracji w Ciocanesti na Bukowinie

W głównych daniach króluje mamałyga - prosta, ludowa potrawa z mąki kukurydzianej. Do mamałygi podaje się różne mięsa, lub je się ją na słodko. Danie uzupełnia się jajkiem sadzonym, czasem na warstwie bryndzy. I tak w restauracji w Ciocanesti stanęły przed nami: tochitura moldoveneasca (wyżej po lewej), czyli gulasz mołdawski, złożony chyba z pięciu rodzajów mięsa, oraz papara (po prawej). Wydawało nam się, że jedno i drugie było dokładnie tym samym, różniącym się sposobem podania - mięsa z tochitury zostały ukryte w paparze pod górną warstwą mamałygi. Popularne są mici - kiełbaski z mielonego mięsa. A je się też coś, co pamięta moja matka z dzieciństwa, a na co trafiliśmy w restauracji w polskiej Kaczyce - móżdżek wieprzowy. Przyjemnie smaczny, ale podczas konsumpcji bezpieczniej było mu się nie przyglądać ;-). Na stronach bloga Biegun Wschodni przeczytacie więcej o tym co jeść w Rumunii.

Kuchnia rumuńska - tochitura i papara
Kuchnia rumuńska - tochitura i papara

Brzydkie miasta północnej Rumunii

Żeby tak kolorowo tylko nie było, garść innych wrażeń. Rumuńskie miasta które widzieliśmy były po prostu brzydkie. Czasem interesująco było tylko, jeśli uchowało się historyczne centrum, jak w Syhocie Marmaroskim. Boczne ulice, domy mieszkalne, bloki, architektura z czasów komunizmu - wszystko jest przeważnie zaniedbane, zrujnowane, odrapane, bure, smutne i przygnębiające. Borsza, która miała być centrum turystyki w popularnych Górach Rodniańskich i Karpatach Marmaroskich, była chyba najbrzydsza z nich.

Borsa - centrum miasta
Borsa - centrum miasta

Wesoła, tradycyjna rumuńska wieś

Zupełnie przeciwnie do wsi, które zwykle zadbane, choć ubogie, z uśmiechniętymi mieszkańcami, potrafiły zbudować przyjazny nastrój. Na wsiach czuliśmy się bezpiecznie i swobodnie, podczas gdy miasta jednak włączały nam podświadomą czujność i ostrożność. Na wsiach kilkakrotnie prosiliśmy o wodę w gospdarstwach gdzieś na uboczu. Zawsze nalewano nam ją z uśmiechem i serdecznością, a łapczywe zaspokajanie pragnienia jeszcze w obecności darczyńcy kwitowane było jego widoczną dumą, że ta zwykła woda tak niezwykle smakuje spragnionemu podróżnikowi. Proste, miłe chwile dla wszystkich zainteresowanych :-)

Ulica w Ieud
Ulica we wsi Ieud w Maramureszu

Największe rozczarowanie wyjazdu

Największe rozczarowanie wyjazdu - Wesoły Cmentarz w Sapancy. Największe, bo miejsce to kreuje się często jako największą atrakcję północnej Rumunii, od niego zaczynałem planowanie naszej trasy, a tymczasem... Dzisiaj uważam, że nie będąc tam niewiele byśmy stracili. Na wszystkich zdjęciach Wesoły Cmentarz przedstawia się jako miejsce z klimatem, tymczasem moje wrażenia były zupełnie odwrotne. Pielgrzymki turystów na cmentarzu, głośne rozmowy, jego położenie prawie w centrum dużej wsi przy ruchliwej ulicy, remont cerkwi stojącej w centralnym punkcie cmentarza, domy otaczające go z każdej strony, opłata pobierana za wstęp... Wydał mi się tanią, jarmarczną atrakcją, a nie śladem ludowej kultury.

Sapanta. Maramuresz, Rumunia
Wesoły Cmentarz w Sapancy

Z Rumunii przywieźliśmy chyba więcej fajnych, prawdziwych wrażeń i wspomnień, niż z podróży po Alpach czy fiordach Norwegii. Jeśli w Waszym podróżowaniu ważny jest ten niewielki, czasem trudno wyczuwalny, pierwiastek oryginalności regionu, prawdziwości jego oferty turystycznej, szczerości ludzi w kontaktach z Wami, to Maramuresz i Bukowina w Rumunii będą na pewno trafionym celem podróży. Warto wiedzieć, że do Rumunii możecie też wybrać się w ramach wycieczki zorganizowanej z biurem podróży Rainbow.

Gościnna gospodyni z Sat Sugatag
Gościnna gospodyni z Sat Sugatag

Mocno pozdrawiamy spotkanych Polaków! Michalinę, Przemka i Łukasza z Duszników pod Poznaniem - jesteśmy Wam bardzo wdzięczni za pomoc i dziękujemy za wspólną jazdę, dzielnych autostopowiczów Justynę i Marka, sympatycznych sakwiarzy z Płocka, załogę kampera z Bielska-Białej, samochodową ekipę z Białegostoku i siostry z Polski. Serdecznie ściskamy całą polską Bukowinę - wesoły skład ze sklepu pana Kazimierza w Nowym Sołońcu, Łukasza Juraszka z Pojany Mikuli i wszystkich Was spotkanych na Waszej Bukowinie - niech Wam się tam dobrze żyje. I niech Polska o Was zawsze pamięta.

Jak dojechać w Maramuresz i na Bukowinę?

Na naszą rowerową wyprawę po północnej Rumunii dotarliśmy samochodem, zostawiając go na czas jazdy na kempingu w Syhocie Marmaroskim. I to chyba niestety najlepszy sposób na dotarcie tutaj dla indywidualnego turysty. Potem przemieszczaliśmy się na rowerach aż do Suczawy, skąd wróciliśmy dzięki pomocy Przemka z Duszników. Od niedawna do Rumunii latają samoloty tanich linii lotniczych, ale niestety, nie lądują w północnej części kraju.

W pensjonacie w Sieu gdzie spaliśmy
Po przyjeździe do pensjonatu w Sieu

Gdzie spać w Maramureszu i na Bukowinie?

Ceny noclegów w Rumunii to jedna z tych bardziej atrakcyjnych, choć może przyziemnych, kwestii wyjazdu do Rumunii. Koszt noclegu na kempingu zaczyna się już od 10 lejów, a więc niecałych 10 złotych za osobę. Koszt przydomowego, kameralnego pensjonatu, świetnie wyposażonego i prowadzonego przez sympatyczną rodzinę w Sieu to niecałe 70 złotych za pokój. A promocyjne ceny w czterogwiazdkowym (!) hotelu Best Western na Bukowinie zaczynają się już od około 100 złotych za pokój. Odsyłamy na strony Booking.com po konkretne oferty. Coraz więcej gospodarzy w Rumunii oferuje noclegi przez popularny serwis Airbnb (dajemy 85 złotych na pierwszy nocleg). Po nocleg na polskiej Bukowinie odsyłamy do wspomnianego wyżej Łukasza Juraszka.