Słońce przed przełęczą Albula

You are here

Alpy Wschodnie na rowerach

Na skróty:   mapa / zdjęcia (321) / komentarze (41) / blisko (4) / polecane (4)

Ciszę i spokój norweskich dróg zastąpił ryk motocyklowych silników, zamiast dzikich noclegów w głuszy fiordów Norwegii były gwarne kempingi, a podjazdy zamiast kilometrami ciągnęły się dziesiątkami kilometrów. I tak było pięknie - w tym roku wybraliśmy się na rowerach w Alpy. Znad Jeziora Bodeńskiego w Austrii, przez szwajcarską Gryzonię, włoskie Dolomity, alpejskimi dolinami wróciliśmy do Austrii nad Drawę, do Villach.

Nasi Partnerzy

Ubezpieczenia turystyczne
Śpiwory i kurtki puchowe
Trasa: Bregencja - Chur - Glorenza - Merano - Bolzano - Siusi - Santa Christina - Cortina d'Ampezzo - Toblach - Lienz - Villach
Pobierz plik gpx: www.znajkraj.pl-alpy-2012.gpx (445.98 KB).

Ciszę i spokój norweskich dróg zastąpił ryk motocyklowych silników, zamiast dzikich noclegów w głuszy fiordów Norwegii były gwarne kempingi, a podjazdy zamiast kilometrami ciągnęły się dziesiątkami kilometrów. I tak było pięknie - w tym roku wybraliśmy się na rowerach w Alpy. Znad Jeziora Bodeńskiego w Austrii, przez szwajcarską Gryzonię, włoskie Dolomity, alpejskimi dolinami wróciliśmy do Austrii nad Drawę, do Villach.

Słońce przed przełęczą Albula
Słońce przed przełęczą Albula

Alpejską wyprawę rowerową zaczęliśmy w austriackiej Bregencji nad Jeziorem Bodeńskim. Doliną Renu, po wspaniałych rowerowych drogach Szwajcarii, ruszyliśmy na południe w kierunku przełęczy Albula. Potem była Engadyna (dolina Innu), Szwajcarski Park Narodowy, dolina górnej Adygi i w końcu Dolomity, które z uroczym Alpe di Siusi odegrały pierwszoplanową rolę podczas tych prawie trzech tygodni rowerowania. Z Dolomitów pozostało już tylko niecałe 200 kilometrów zjazdu do austriackiego Villach, gdzie zakończyliśmy nasze wakacyjne kręcenie.

Droga rowerowa w dolinie Renu
Droga rowerowa w dolinie Renu

Na pewno najbardziej zapadną nam w pamięci podjazdy pod alpejskie przełęcze. Pierwszy i największy zaczął się już trzeciego dnia - pod przełęcz Albula w szwajcarskich Alpach Retyckich podjeżdżaliśmy 40 kilometrów. W towarzystwie głośnych motorów, zagrzewających nas do wysiłku kolarzy na ich kilka razy lżejszych rowerach i pogwizdujących świstaków dotarliśmy na przełęcz wraz ze starszym sakwiarzem z Niemiec. Po Albuli była Pass dal Fuorn, na którą prowadziło już tylko kilkanaście kilometrów podjazdu, za to w większości w deszczu. Potem były przełęcze w Dolomitach: sympatyczna Passo Gardena zdobywana w zachodzącym Słońcu, oraz sąsiadujące ze sobą Passo di Valparola i Passo di Falzarego, którymi biegła w tym roku trasa słynnego Giro d'Italia.

W okolicach Albuli
Podjazd pod przełęcz Albula

Myli się ten, kto myśli, że do pokonania alpejskich podjazdów potrzebna jest nadludzka kondycja czy siła. Najważniejszą dla nas okazywała się cierpliwość, która pozwalała na spokojną jazdę pod górę, choć często nawet tempem pieszego, oraz cieszenie się naprawdę wyjątkowymi widokami wokół. Paradoksalnie, szybkie zjazdy z wysokich przełęczy odbierały wyprawie wrażeń poznawczych. Zamiast rozglądać się po okolicy, ważniejsza była obserwacja, czy zza ciasnego zakrętu nie wyjeżdża zbyt szeroko samochód. Stawaliśmy więc co chwilę i cieszyliśmy się chwilą.

Przez Szwajcarski Park Narodowy
Droga przez Szwajcarski Park Narodowy

Prawie 2/3 długości (niecałe 500 kilometrów) trasy przejechaliśmy po wydzielonych turystycznych drogach rowerowych. W Szwajcarii były to trasy Renu i Gryzonii (numery 2 i 6), we Włoszech trasa rowerowa wzdłuż rzeki Adyga i tzw. Długa Trasa Dolomitów po dawnej linii kolejowej do Cortiny d'Ampezzo, a w Austrii droga rowerowa Drawy. Niewielkie, w większości asfaltowe trakty wiodą rowerzystów przez ustronne okolice w oddaleniu od ruchu samochodowego i często (niestety) także miejscowości. I mimo że zapewniały nam komfortowe podróżowanie po Alpach, to czasem żałowaliśmy, że zamiast pokręcić się po uliczkach alpejskiego miasteczka, czasem mogliśmy tylko rzucić na nie okiem z naszej trasy, akurat wiodącej drugim brzegiem rzeki.

Droga rowerowa nad Górną Adygą
Droga rowerowa nad Górną Adygą

A niektóre napotkane miejscowości były naprawdę warte uwagi. Najbardziej zapadły nam w pamięć szwajcarska Santa Maria i włoska Glorenza. Bo jak można nie zapamiętać klimatycznego miasteczka, z zastawionym rowerami rynkiem, jedząc smaczne lody i korzystając z darmowego dostępu do Internetu? Glorenza jest podobno najmniejszym (nie ma tysiąca mieszkańców) obwarowanym miastem w Europie. Za to Santa Maria z pięknie wymalowanymi fasadami domów zrobiła na nas wrażenie tyle mocne, co i krótkie - pod arkadami jednego z budynków zrobiliśmy sobie tylko krótką przerwę w drodze w ulewnym deszczu na kemping w niedalekim Mustair.

Val Mustair
Val Mustair w Szwajcarii

Przejazd rowerem przez Dolomity miał być odcinkiem specjalnym wyprawy. Planowaliśmy wjechać w Dolomity od południa, przez Canazei i szukać noclegu na przełęczy Costalunga, a może gdzieś na Passo Sella. Ewentualnie przejechać wariantem północnym, przez Val Gardena. Nasza gospodyni z Bolzano wybiła nam obydwa pomysły z głowy, argumentując to bardzo dużym ruchem na drogach. Jednocześnie jednak nie potrafiła wskazać alternatywy - sugestia "wsiądźcie do autobusu" nie wchodziła w rachubę :-)

Widoczne już Passo Gardena
Widoczne już Passo Gardena

Pojechaliśmy niewielką drogą prosto w środek Dolomitów, w kierunku Siusi (Seis po niemiecku). Ale jeśli na tak niewielkiej drodze panował taki koszmarny ruch, to co musiało się dziać na wspomnianych wcześniej głównych trasach? Ciężarówki, kampery, setki zwykłych aut - było głośno i męcząco. Nie raz, wspinając się długim, krętym, kilkunastokilometrowym podjazdem, klaksonami wyrażano dezaprobatę z powodu naszej obecności na jezdni. W dodatku dobijał nas upał - z Bolzano wyjechaliśmy w okolicach południa.

Ravioli z ricottą, rukolą i białym winem
Ravioli z ricottą, rukolą i białym winem

Tego dnia dojechaliśmy prawie do końca podjazdu, zaledwie... 19 kilometrów! Pokonał nas hałas, podjazd, Słońce i... piękny sad jabłkowy położony nad drogą. Szybka decyzja i kilkadziesiąt minut później siedzieliśmy pod rzędem dorodnych jabłoni, nad ravioli z rukolą, popijając je tanim białym winem. A z naszego "okna" w namiocie rozciągał się widok na Południowy Tyrol. Nie przeżyjecie tego w żadnym hotelu :-)

W kierunku Sasso Lungo
Na płaskowyżu Alpe di Siusi, Sasso Lungo w tle

Nazajutrz akcja potoczyła się szybciej, niż się spodziewaliśmy. Krótko po starcie trafiliśmy na dolną stację kolei linowej z Seis do Kompatsch. Luźny pomysł szybko stał się konkretnym planem - zamiast jechać w kierunku miejscowości Sankt Michael i dalej do Val Gardena, skręciliśmy wprost pod kasy kolei. Co prawda pokonywanie podjazdów za pomocą kolei linowej nie należy do najbardziej honorowych czynów turysty rowerowego, ale... polecamy takie rozwiązanie serdecznie :-)

Panorama Alpe di Siusi
Panorama Alpe di Siusi

Najpierw w kasie okazało się, że rowery jeżdżą gratis. Równiez te obładowane z każdej strony i także te z trzecim, też obładowanym, kołem. Za chwilę zaskoczył nas chłodny ochroniarz, gdy wykazał się zrozumieniem i serdecznością pod naszym adresem: wstrzymał długą kolejkę oczekujących, by w pierwszej gondoli umieścić nas dwoje z rowerem Oli, a do drugiej wprowadzić wyłącznie mój rower, bez pasażerów. Najwidoczniej nie chciał nas rozdzielać, odbierając przyjemność wspólnej jazdy gondolą, a jednocześnie też nie chciał narażać mojego bagażu na jazdę z obcymi osobami. Wyrazy uznania dla tego pana.

Alpe di Siusi. Dolomity, Włochy
Na Alpe di Siusi

Po wyjściu z kolei ruszyliśmy w krótką drogę wśród pięknych zieleni Alpe di Siusi, uważanej za największą łąkę Europy. Kilkukilometrowy odcinek asfaltu jest zamknięty dla ruchu samochodowego, na drodze towarzyszyli nam tylko nieliczni piesi. I naprawdę zachwycające widoki na otaczające nas masywy Dolomitów. U stóp majestatycznego Sasso Lungo, wyłaniającego się co chwilę zza chmur, rozpoczął się szutrowy zjazd do Santa Christiny. Gwarne, pięknie malowane miasteczko, przeżywało szczyt sezonu.

Masyw Odle
Masyw Odle w Dolomitach

Tu rozpoczęliśmy kilkunastokilometrowe wspinanie w kierunku Passo Gardena, którego okolice przyjęliśmy sobie jako cel tego dnia. Przy świetle zachodzącego Słońca, wśród co chwilę zmieniających się widoków, powoli wspinaliśmy się ku przełęczy. Widoki rekompensowały wszystko - kilometry podjazdu, przebitą dętkę i pokiereszowane łokieć i łydkę na ostrych kamieniach szutrowego zjazdu do Val Gardeny.

Serpentyny w kierunku Corvary
Serpentyny w kierunku Corvary

Dzień zakończyliśmy na dzikim parkingu, gdzieś w połowie zjazdu z Passo Gardena, wśród kilku kamperów, których ekipy przyjechały na wspinanie w Dolomitach. Gdy rano otworzyliśmy oczy, towarzyszy wieczoru już nie było, za to z każdą minutą pojawiały się kolejne samochody, z których wysypywali się liczni wspinacze, pędzący na okoliczne via ferraty. Gdy wyruszaliśmy, samochodów było już ponad 200!

Masyw Tofane nad zjazdem do Cortiny d'Ampezzo
Masyw Tofane nad zjazdem do Cortiny d'Ampezzo

Tego dnia czekała nas znowu kilkunastokilometrowa wspinaczka - tym razem na Passo Falzarego. Droga okazała się rzadziej uczęszczaną, widoki niegorsze od wczorajszych, wliczając w nie przykrytą śniegiem popularną Marmoladę. A po podjeździe, po kawie pitej na schodach schroniska na przełęczy - szybki, efektowny zjazd, na końcu którego czekała już na nas stolica Dolomitów, włoskie Zakopane - Cortina d'Ampezzo.

Serpentyny do Cortiny
Serpentyny do Cortiny

Wizytę w Cortinie zaczęliśmy od przejazdu głównym deptakiem miasta. Wniosek nasuwał się nam jeden - to popularne miasto musi uchodzić także za włoską stolicą botoksu i mniej lub bardziej udanych operacji plastycznych. Wkrótce sympatyczny Włoch, widząc polską flagę, zaprosił nas na swój kemping i zaczęliśmy jednodniowe wakacje od roweru. Pizza, krótki spacer po okolicy, szczęśliwie zauważony plakat o jutrzejszym święcie nieopodal i... dłuższą chwilę niewidziany prysznic. Proste przyjemności prostych ludzi :-)

Święto w Rio Gere
Lokalne święto w Rio Gere

Wypatrzone lokalne święto okazało się gwarną biesiadą w pobliskim Rio Gere, położonym na trasie do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Dolomitach - okolic szczytu Tre Cime di Lavaredo. Po odstaniu w długiej kolejce po lokalne dania, skosztowaniu szpeku z polentą, miejskim autobusem z Cortiny wjechaliśmy pod samo Tre Cime. Jazdę krętą, górską drogą i obserwowanie umiejętności niepełnosprawnego kierowcy autobusu na pewno wspominać będziemy długo. A widoki, atmosfera miejsca? Cóż, zdjęcia powiedzą Wam więcej :-)

Widok na Vale di Sesto
Widok na Vale di Sesto spod Tre Cime

Następnego dnia na pożegnanie z Dolomitami była jeszcze jedna przyjemność - jazda kolejową drogą rowerową z Cortiny do Toblach. I choć biegnie sporymi odcinkami lasem, rowerowa Wielka Pętla Dolomitów zdecydowanie jest jednym z tych z odcinków dróg rowerowych w Europie, jakie warto przejechać. To po tych szerokich, szutrowych traktach po dawnej linii kolejowej zimą ścigają się narciarze biegowi w Pucharze Świata.

Masyw Marmolady z podjazdu pod Passo di Valparola
Masyw Marmolady z podjazdu pod Passo di Valparola

W alpejskich dolinach nie sposób było nie zauważyć i nie poczuć wagi, jaką przykłada się do rolnictwa. I to w każdym z odwiedzanych przez nas państw: w Szwajcarii, we Włoszech i w Austrii. To co u nas coraz częściej wydaje się powodem zażenowania, tam traktowane jest na porządku dziennym jako element tradycji, ale i... biznesu. I tak nie raz swojskie zapachy przenosiły nas do mijanych obór czy pastwisk, nic sobie nie robiąc np. z faktu niedalekiej lokalizacji hotelu czy pensjonatu.

Pastwisko w środku San Cassiano
Pastwisko w środku San Cassiano

Świetnie służył nam sprzęt. Po raz pierwszy jechaliśmy z sakwami rowerowymi Sport Arsenal i z czystym sumieniem wystawiamy im bardzo dobrą ocenę. Sakwy dzielnie przetrwały czasem trudne warunki podróży i dość zróżnicowaną nawierzchnię alpejskich dróg, w tym także dość wymagający test podczas wywrotki na szutrowym zjeździe w Dolomitach. Ulewne deszcze również nie robiły na nich wrażenia. Z rowerami załadowanymi sakwami świetnie radziły sobie wytrzymałe stopki firmy Pletscher. Ola po raz pierwszy korzystała podczas wyprawy z odbiornika GPS, a był nim Garmin eTrex 20, otrzymany od sklepu Azymut, naszego ulubionego sklepu z nawigacją GPS. Zapraszamy do działu "Sprzęt" po więcej wrażeń sprzętowych.

Z sakwami Sport Arsenal przez Dolomity
Z sakwami Sport Arsenal przez Dolomity

I tym razem na trasie spotkaliśmy sympatycznych ludzi. Bardzo miło wspominamy wieczór na kempingu w Thusis z polsko-katalońską parą, z którą... jedziemy za rok do Gruzji ;-) Na uliczkach Bergun spotkalismy dwie przesympatyczne panie-podróżniczki z Francji, z którymi kilkadziesiąt minut rozmawialiśmy o naszej podróży i Polsce. Zaimponował nam ilością bagażu, jaki wwiózł na Albulę, sakwiarz z Niemiec. A to był dopiero początek jego podróży. Po swojsko brzmiącym 'ahoj' poznaliśmy w dolinie Innu czworo sympatycznych rowerzystów z Zaolzia - ciekawe, czy potem też mieli wciąż tylko z górki? I Polaków z Krakowa i Poznania z kempingu w Cortinie też pozdrawiamy! Na kempingu w Molbrucke wiele ciekawego o drogach rowerowych w Niemczech i Austrii zdradził nam inny niemiecki sakwiarz.

Bardzo miłe spotkanie w Bergun
Bardzo miłe spotkanie w Bergun

Dzięki Agato i Emilu za pomoc logistyczną. I za fajne spotkanie! Dziękujemy też Christinie z Wiednia, Genevieve z Triesen i Cristinie z Bolzano. It was a pleasure to meet you, ladies! :) I dzięki za alpejskie inspiracje rowerowym podróżnikom, głównie Gosi i Krzyśkowi, Wilkowi i Vanowi. A o wyprawie w Alpy rowerem pisze także Karol Werner.

I Tobie Olka, dzięki za kolejną, wspaniałą wyprawę! :-)

Szymon Nitka

Miejsca w pobliżu inne niedaleko

Biała kraina Alpe di Siusi
Dolomity
Na wyjazd na biegówki w Dolomity czekaliśmy kilka lat, od rowerowej wyprawy po Alpach w 2012 roku. Krótki przejazd przez Alpe di Siusi wystarczył wtedy, by nasza... [»]
Droga rowerowa w Dolomitach
Dolomity, Alpy Wschodnie
Prawie pięćset kilometrów na rowerze, cztery alpejskie przełęcze, w tym dwie terenowe, setki ciao i salve od i do włoskich kolarzy, dwie burze wysoko w górach. W... [»]
Dolomity, Alpy Wschodnie
Rok po mojej rowerowej wizycie w Trentino wracam myślami do kilku spędzonych tam dni. Wciąż trudno o inny, tak atrakcyjny region w Europie, łączący piękno krajobrazu z... [»]
Widok na dolinę Kleinwalsertal w Austrii
Vorarlberg, Alpy Wschodnie
Do doliny Kleinwalsertal w Austrii przyjechaliśmy zakończyć nasze zimowe wakacje na biegówkach. Po popularnym narciarskim eldorado w Ramsau am Dachstein w Styrii i po... [»]

Rowerem po Polsce wycieczki rowerowe

Beskid Niski, Podkarpacie
Beskid Niski już zawsze będzie wśród tych najbardziej wyjątkowych dla mnie miejsc. Poprzednia udana wizyta w małopolskiej części tego pięknego, jedynego w swoim rodzaju... [»]
Podkarpacie
Dwa zeszłoroczne wyjazdy na Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo nie zaspokoiły mojej ciekawości na temat najsłynniejszego przedsięwzięcia w polskiej turystyce w ostatnich... [»]
Małopolska
Bez przedwczesnych fanfar i szumnych zapowiedzi nad Wisłą w Małopolsce powstaje szlak rowerowy, jakiego w Polsce jeszcze nie znamy. Już dziś gotowych jest ponad 130... [»]
Kociewie
Aż trzy z najpiękniejszych, najbardziej rozpoznawalnych obiektów w Pomorskiem można zobaczyć podczas zaledwie jednego dnia spędzonego na rowerze na Kociewiu. Ponad... [»]

Rowerem po Europie wyprawy rowerowe

Meklemburgia-Pomorze Przednie
Gdy na początku roku zainaugurowano w Gdańsku realizację polskiego odcinka nadbałtyckiego szlaku EuroVelo 10 uznaliśmy, że to świetna okazja, by długi majowy weekend... [»]
Widok na Wittstock
Brandenburgia
Kiedy podczas zeszłorocznej majówki na rowerach w Niemczech zasmakowaliśmy jazdy po wyśmienitych szlakach rowerowych naszych sąsiadów, wiedzieliśmy, że to nieostatnia... [»]
Przez łubinowe pola w stronę Skaftafell
Austurland, Suðurland
Nasza rowerowa wyprawa na Islandię zaskoczyła nas równie mocno, jak wszystkich zaskoczyły linie lotnicze Wizz Air, uruchamiając połączenie z Gdańska do Keflaviku.... [»]
Nowy Ratusz w Hanowerze
Dolna Saksonia, Harz, Pogórze Wezerskie
Celem naszej tegorocznej czerwcowej podróży na rowerach była położona na północy Niemiec Dolna Saksonia. To drugi co do wielkości i najbardziej zróżnicowany niemiecki... [»]

Na biegówkach turystyka narciarska

Widok z trasy biegowej Ramsau na stację gondoli
Alpy Wschodnie, Schladming-Dachstein
Są miejsca w Europie, gdzie prawie wszystko kręci się wokół biegówek. Tam satysfakcja narciarzy biegowych decyduje o sile i rozpoznawalności turystycznej marki, a stoki... [»]
Sceneria szlaku narciarskiego w Kuusamo
Północna Ostrobotnia
Co zrobić, gdy narty niecierpliwie wiercą się w pokrowcu, a za oknem zimą wiosna? Szukać śniegu. Na przykład w Finlandii - testując niedawno otwarte połączenie do... [»]
Zachodzące Słońce pod Śnieżnikiem
Sudety, Góry Bialskie, Masyw Śnieżnika
Szlak narciarstwa biegowego gmina Stronie Śląskie przygotowała już w 2013 roku. Przez Góry Bialskie i Masyw Śnieżnika poprowadzono trasy narciarskie, dzięki wsparciu... [»]
Na biegówkach po lodzie
Puszcza Piska, Mazury
Zimowych wakacji część druga - w pierwszej była Puszcza Białowieska na biegówkach, teraz - Puszcza Piska. Dokładniej: znana z relacji znajomych Wioska Narciarska Wiartel... [»]

Ciekawe miejsca dobre propozycje

Zobacz także zainteresują Ciebie

Komentarze pytania i odpowiedzi

Turysta 24 sierpnia 2012 r.

Fajne. Jak długo byliście w trasie?

szy 24 sierpnia 2012 r.

Tylko 13 dni, w tym 11 na rowerze. Przejechaliśmy niecałe 800 kilometrów.

MS 26 sierpnia 2012 r.

Piękna podróż!

Możecie napisać jak wygląda na zachodzie podróżowanie rowerami z dziećmi? Nasz mały podróżuje jeszcze w przyczepce.

Pozdrawiamy

szy 26 sierpnia 2012 r.

My byliśmy jeszcze bez dziecka :), ale widzieliśmy mnóstwo rowerowych rodzin z dziećmi, bo wytyczone trasy rowerowe którymi jechaliśmy dają naprawdę spore poczucie bezpieczeństwa. A przyczepki - przeróżne - są bardzo popularne, podobnie jak sztywne hole.

Na kempingach gdzie się zatrzymywaliśmy było sporo udogodnień dla dzieci. W folderach reklamowych też bardzo dużo miejsca poświęca się dzieciom.

Rowerowy Zachód to trochę inna kultura rowerowa niż u nas. Tak na szybko nie przychodzi mi do głowy żadna trasa w Polsce choć trochę nawiązująca poziomem organizacji do tych widzianych przez nas - Renu, Gryzonii, górnej Adygi, czy Drawy.

Najlepszego :]

jajacek 29 sierpnia 2012 r.

Cześć,

Piękna wyprawa. Ja planuję się wybrać z kolegą w przyszłym roku na Grossglockner i Stelvio. Czy jesteście członkami Challenge BIG? Jeśli nie to się zapiszcie (http://challenge-big.eu).
Czy jest możliwe że jechaliście tym latem z Warszawy przez okolice Leszna, Podkampinosu i Zawad? Pamiętam że mijałem raz dziewczynę i chłopaka z przyczepką taką jak tu na zdjęciach a potem widziałem jak skręcają w Zawadach w lewo.

Pozdrawiam,

Jacek

szy 30 sierpnia 2012 r.

Cześć - dzięki :)

Stelvio mieliśmy w planach, ale długi i męczący podjazd w deszczu pod Pass dal Fuorn sprawił, że ze Stelvio jednak zrezygnowaliśmy. Następnym razem :)

O Challenge Big wiem, ale nas tam nie ma. Mimo że kilka BIGów nam się zebrało w Norwegii i Alpach, to zdobywanie kolejnych podjazdów nie jest jednak głównym celem naszych wypraw ;) Ale może nadrobimy zaległości :)

Ludkowie pod Warszawą to niestety nie my. Wstyd się przyznać, ale nie byliśmy jeszcze w tych okolicach... :)

... pozdrowienia, połamania na Stelvio :]

* * *

Edytowane kilka tygodni później:

dodałem profil na Challenge Big:

-> http://www.challenge-big.eu/pl/user/4297

palmiak 1 września 2012 r.

Świetna wyprawa. Mam tylko pytanie - jakim środkiem lokomocji dostaliście się do Bregenz? Bo przyznam, że trasa dość mnie zaispirowała i już zaczynam poszukiwać punktu startowego.

szy 1 września 2012 r.

Cześć. Dojechaliśmy do Bregencji austriackim Intercity z Wiednia. Ciekawa, całodzienna trasa, w dużej części alpejską doliną Innu, którą zresztą też się interesowaliśmy w kontekście rowerów.

Sprawdź taryfy SparSchiene ('first minute') w OeBB i pamiętaj o ograniczonej ilości miejsc na rowery.

:]

łukasz 17 października 2012 r.

Mocna rzecz ! Gratuluję wyprawy...
Pamiętam te setki kolarzy na przełęczy Falzarego, kiedy po wyczerpującej i najlepszej jak dla nas wspinaczce w tym rejonie, sączyliśmy piwko w barze na "skrzyżowaniu" dróg... :)
Pozdrowienia !

aga 22 października 2012 r.

Ciekawa wyprawa :) jak zawsze ładnie sfotografowana.
Tak patrzę na ten wymuskany świat i po naszej tegorocznej Gruzji nawet troszkę tęsknię :)
pozdrawiam
aga
p.s.
Jeśli potrzebowałbyś coś na temat Gruzji to pisz.

szy 23 października 2012 r.

@łukasz, dzięki! :]

Falzarego pamiętam inaczej - zmarzliśmy tam okrutnie i w barze na przełęczy grzaliśmy się gorącą kawą. Niestety, w drzwiach, bo tylu gości miał lokal... :)

Ale pół godziny później byliśmy rozgrzani na dole w Cortinie...

Pozdrowienia! :]

szy 23 października 2012 r.

@Agnieszka, to tak jak my tęskniliśmy za... normalnością... :)

Zobaczymy, jakie wrażenie na nas zrobi Gruzja i 'okolice'... :]

Dzięki! :]

Kasia, Katowice 23 grudnia 2012 r.

Przepięknie, zazdroszczę Wam :-)

... krajobrazy bardzo nie chcą przypominać naszego cudownego Śląska... ;-)

Turysta 22 lutego 2013 r.

A jak to jest z tymi ścieżkami tam? Rzeczywiście można przejechać Alpy tylko drogami rowerowymi? Gdybyś mógł kilka słów o tym. Dziękuję.

szy 22 lutego 2013 r.

To zależy od państwa. W Szwajcarii tras rowerowych jest bardzo wiele - wszystkie można znaleźć na oficjalnej, szwajcarskiej stronie poświęconej drogom rowerowym. We Włoszech już nie było tak dobrze. W Austrii - chyba najgorzej. Tam kilka narodowych dróg poprowadzonych jest dolinami rzek. Za to chyba właśnie w Austrii stopień izolacji od ruchu samochodowego był największy - większość na naszej trasie to boczne, wąskie asfalty, często tylko dla rowerów, lub leśne szutry. W Szwajcarii z kolei długie odcinki rowerowych tras to publiczne drogi, często o większym natężęniu ruchu. Ale małych, cichych wiejskich asfaltów nie brakuje. Te w dolinie Renu były świetne.

Po naszym wyjeździe żałuję, że trasa nie pozwalała nam na przejechanie całej 'Długiej Drogi Dolomitów'. Bo ten przejechany przez nas odcinek z Cortiny do Toblach był świetny.

Mam nadzieję, że trochę pomogłem :]

Wrocławianka 28 marca 2013 r.

Zazdroszczę przepięknej podróży :) Na nas w tym roku czeka Chorwacja i Słowenia. Ale już teraz wiem, że chyba tak jak u was to nie będzie... Również jeździmy z sakwami, ale staramy się spać pod dachem. Już nie te lata... Szerokiej drogi! :)

Panda Team 10 kwietnia 2013 r.

Świetna wyprawa i kapitalne zdjęcia :) Dolomity są cudooooowne!!

Wakacjowanie 16 października 2013 r.

Wyśmienite zdjęcia i trasy.... Zaczynam pracować nad kondycją i w lato atakuje górskie szlaki :)

RR 24 listopada 2013 r.

Wydawac się może że przejechać przez takie góry to wielkei wyzwanie i okaz hartu ducha. Nie odmawiam wam obydwu ale nie sprawiacie wrazenie dokonania zyciowego osiagniecia? Przerysowane wiec muszą być te Alpy?

szy 25 listopada 2013 r.

To na pewno zależy od wybranej trasy. Nasza nie miała wielu specjalnie trudnych podjazdów, jednak podjazdy pod Albulę, pod Offenpass, w końcu przejazd przez Dolomity ma pewno będziemy długo pamiętali :)

Albulę wybierałem jako jedną z łagodniejszych przełęczy i rzeczywiście, może nie było specjalnie stromo, za to... wydawało się długo, bardzo długo :)

Wracając wprost do Twojego komentarza - zdecydowanie Alpy są dla ludzi, są do przejechania bez zawału. Może to ci, którzy wrócili z Alp, robią z nich takie straszne góry, by zwiększyć swoje dokonania...? :)

Rowerzysta 28 grudnia 2013 r.

Jak taką wyprawę zorganizować po raz pierwszy? Od czego zacząć przygotowanie? Co jest najważniejsze - informacje praktyczne na temat Alp?

szy 8 stycznia 2014 r.

Jesli nie masz sprecyzowanych celów, a chcesz po prostu jechać rowerem w Alpy, najpierw sprawdź możliwości dojazdu do Austrii, czy Szwajcarii. Z róznych miejsc w Polsce może to różnie wyglądać. Samolot do Bergamo? Autobus do Wiednia i dalej austriacki pociąg? Pociągiem i tanimi niemieckimi taryfami spod polskiej granicy? To na początek.

Określ swoje siły. Średnio sprawny turysta może zakładać średni dystans w okolicach 50-60 kilometrów. Na tej podstawie wylicz zasięg kilometrazowoy i czasowy wyprawy, dodaj 2-3 dni na odpoczynek lub fatalną pogodę.

Znając zasięg usiądź do mapy, wystarczą Mapy Google. I kombinuj. Dzień, dwa, trzy... po kilku godzinach zabawy, czytania o miejscach przez które prowadzi trasa klaruje się zarys i pomysł na odwiedzane miejsca. Szczegóły podjazdów możesz łatwo sprawdzić np. w serwisie RidewithGPS.

Gdy będziesz miał pomysł na trasę kup bilety - zwykle wcześniejszy zakup gwarantuje niższą cenę - w samolocie, w niemieckich czy austriackich pociagach, w autobusach Polskibus.

Sprawdź wyposażenie i jedź! :]

Wiedeń wydaje się dobrym tropem na początek, zarówno dla podróży budżetowej, jak i trochę droższej. Chociaż Alpy po austriackiej stronie naszej podróży akurat najmniej nas zachwycały :]

Igerwarszawa 15 kwietnia 2014 r.

Zainspirowani miejscami i widokami planujemy z B. Dolomity na rowerze w lipcu! Będę się odzywał po szczegółowe insttrukcje - ostrzegam!

:-)

szy 15 kwietnia 2014 r.

B. na pewno sobie poradzi, ale czy Ty... ;-)

Przy okazji pomyśl o fajnych Alpach Julijskich. Może kółko po Dolomitach i kółko po Julijskich? Jest trasa, którą aż się prosi zrobić, 4-5 dni na całość. Odzywaj się na priwa :]

Pinio 11 maja 2014 r.

Poruszanie się na rowerach po drogach Alpejskich to wysiłek spory. Moje uznanie.

Marek Masalski 16 sierpnia 2014 r.

4-5 dni to całkiem niedużo. Urlopu jak zawsze brakuje a chciałoby się odwiedzić jak najwięcej miejsc. Może i ja w przyszłości się skuszę na taki krótszy wypad.

szy 17 sierpnia 2014 r.

Maso, dzięki za wizytę :), obserwuję Trasy Masy na Fejsie :)

Owszem, zdecydowanie za mało by powiedzieć, że się zjechało i zna Dolomity. Ale to takie minimum, żeby zobaczyć podstawy i pocieszyc się chwilę wyjątkowymi klimatami.

Marzy mi się wyjazd tylko w Dolomity. Ale lista miejsc do zobaczenia tak długa, że... to chyba trochę potrwa. Na pewno najpierw wrócimy tam na biegówki... :)

Pozdro! :)

Mr_Szpak 15 maja 2015 r.

no no piekny szlak i zdjecia piekne... a tym nie honorowym podjazdem sie nie martwcie, w koncu chodzi o przyjemnosc a jazda u boku masy aut to raczej watpliwa przyjemnosc

szy 15 maja 2015 r.

@Mr_Szpak, zawsze staram się każdy wyjazd wykonać od początku do końca na rowerze i taki numer zawsze mi trochę odbiera z wrażeń :). Chociaż faktycznie, wypadło to fantastycznie, sama przyjemność :)

Dolnośląski Pod... 15 maja 2015 r.

Jak Wy to robicie że przemierzacie tak ogromne trasy w tak krótkim czasie? Jestem pełna podziwu. I uwielbiam takie krajobrazy

szy 15 maja 2015 r.

Podróżniczko :), naprawdę nie robimy nic specjalnego :)

Nasze dystanse to średnio około 60-70 kilometrów dziennie, a to dystans, jaki zwykle bez problemu przejeżdża każdy normalnie funkcjonujący człowiek :). Pamiętaj też, że podczas takiej jazdy wyprawowej dzień jest dłuższy - nie ma domowych obowiązków, pakowania, wybierania... Budzisz się, jesz śniadanie, pijesz kawę, pakujesz i już jesteś znów w trasie :)

A przejechać 75 kilometrów dziennie to zaledwie pięć godzin naprawdę nieszybkiej jazdy 15km/h. To naprawdę można zrobić :)

Łukasz | Kartka... 16 maja 2015 r.

I Wy tak na samą górę tymi serpentynami poedałowaliście? Szacun!

Antonina 17 maja 2015 r.

Niesamowite zdjęcia, widoki na żywo musiały zapewne zapierać dech w piersiach! Podziwiam Was za jazdę po górach, ogromny szacun! :) Bardzo lubię rowerowe wycieczki, często na wyjazdy bierzemy ze sobą rowery, ale jeszcze nigdy nie jechaliśmy z całym dobytkiem na rowerach. Wszystko przed nami, w tym roku na rozgrzewkę kilka rowerowych dni w Danii :) Pozdrawiam!

szy 17 maja 2015 r.

Dania będzie świetna na taką rozgrzewkę :). Świetne drogi rowerowe, bardzo spokojne ukształtowanie terenu. Też jest w naszych planach, ale na bardzo konkretną, przyszłą sytuację życiową :-)

Pozdrowienia :]

Magdalena 18 maja 2015 r.

Góry i rowery w Dolo. Macie życie -)

Łukasz 20 maja 2015 r.

Gdybym nie był w Alpach pomyślałbym patrzac na te fotografie, że to była miła i prosta wycieczka. Podziwiam za taki wyczyn, trudno mi wyobrazić sobie nas na takiej trasie, a też z rodziną dużo bartdzo dużo jeździmy.

Wielokrotne trasy przez Alpy do Hiszpanii bardzo zachęcają do wyjazdu, ale te wspomniane realia są inne. Pamiętam naszą drogę przez Alpy Austriackie - te podjazdy! Mam mnóstwo podziwu dla rowerzystów którzy pokonują te drogi.

Pzdr.

szy 25 maja 2015 r.

@Pinio, dzięki :)

szy 25 maja 2015 r.

@Łukasz, podjazdy podjazdami, ale zawsze powtarzam - to głowa podjeżdża pierwsza, potem nogi! :)

Jeśli tylko uda nam się oderwać od naszej zapracowanej rzeczywistości i przestawić na spokojne zwiedzanie, podziwianie widoków, zwiedzanie miejsc, to każdy podjazd jest do podjechania. Chyba najgorsze co można zrobić, to patrzeć przed siebie wyczekując końca podjazdu, w Alpach, w Dolomitach, czy dowolnych innych górach :)

Pozdro.

Kasia 9 lipca 2015 r.

Super stronka !!! Czyta się świetnie , aż wciąga. A zdjęcia rewelacyjne. Podziwiam za przebyte kilometry na rowerze. Moje marzenie tak podróżować tylko zawsze boję się, że to nie na moje siły:)

szy 15 lipca 2015 r.

@Kasia, dzięki :)

Ale to naprawdę nie kwestia sił. Przecież siadając na rower nie musisz podróżować po 150 kilometrów dziennie. Kręć tyle, ile lubisz. Rób takie dzienne dystanse, jakie sprawiają Ci przyjemność i które nie wykańczają, nie odbierają sił do dystansu nazajutrz. Sam ciągle się tego uczę, by nie jeździć zbyt wiele, by jednak nie narzucać nam zbyt wiele obciązenia, by podróże były nie tylko poznawaniem, ale jednak wciąż wypoczynkiem i relaksem.

Przejedź nawet 50 kilometrów dziennie. To maksymalnie cztery godziny naprawdę wolnej jazdy. A w ciągu dziesięciu dni jazdy (czyli dwutygodniowego urlopu) zrobi się z tego już 500 kilometrów, a w ten sposób to już naprawdę kawał świata można zwiedzić! :)

Sylwia 15 października 2016 r.

A jakie najlepiej opony wybrać w podróż do Szwajcarii? Wybieram się w następne wakacje i zastanawiam się, czy wystarczą opony szosowe, skoro mają tam takie ładne drogi rowerowe, czy może jednak jakieś trekingowe/przełajowe? Bo nawet po ubitych drogach gruntowych szosowe opony dają radę, gorzej jak trafi się grząski teren, ale zdarzają się tam takie odcinki?
Druga sprawa - jak z noclegiem pod namiotem? Głównie spaliście w wyznaczonych miejscach czy na dziko? Jeśli na dziko, to jak wygląda takie nocowanie? Pytaliście gospodarzy czy po prostu się rozkładaliście w ustroniu? Czy dużo jest tam miejsc odludnych, gdzie można w ciszy rozkoszować się przyrodą? Uwielbiam, jak wokół nie ma żywej duszy, więc ciekawa jestem, na ile przyjdzie mi zaznać tego w Szwajcarii :)

Dodaj komentarz